Wystarczy przyjrzeć się tematom debat miejskich, żeby stwierdzić, że coraz więcej jest dyskusji o „tożsamości miasta” – czy jak w przypadku Szczecina o „poszukiwaniu własnej tożsamości”. Czy rzeczywiście miasta MUSZĄ posiadać jedną tożsamość? Anna Miodyńska z MIK Kraków na Tygodniu Społecznym mówiła o Krakowie, który znalazł się w niewoli , „jedynie słusznej” tożsamości miasta: królewsko-Papiesko-galicyjskiego.

Komu zatem potrzebne są etykiety miejsc: mieszkańcom,  przemysłowi turystycznemu, czy może developerom i spekulantom nieruchomości? Czy tożsamość przestrzeni nie jest przypadkiem marketingowym opakowaniem, które pozwala lepiej sprzedać miasto jako produkt? Czy strategie stosowane przez developerów, reklamujących nowe osiedla jako „bezpieczne miejsca z klimatem”, „mieszkania wśród natury”, tak bardzo różnią się od wizerunkowych tożsamości, takich jak „miasto młodych ludzi” czy „miasto wielokulturowe”?

I wreszcie – co to znaczy, że miasto posiada jakąś tożsamość? Czy możliwe jest, że miasto w którym mieszka tak wielu różnych ludzi, reprezentujących różne kultury, różne wizje świata posiada jeden, spójny obraz? Powiem wprost: nie chciałbym, żeby wszyscy postrzegali Szczecin w ten sam, sposób. Jeśli nie ma niezadowolonych i narzekających, nie ma szansy na zmianę.

Miasta pokazują inne oblicze każdemu z mieszkańców z osobna. Przyjeżdżający, aby pracować lub studiować uczą się miasta, z każdym dniem widzą nowe miejsce w inny sposób. Miasta zmieniają się nawet w rytmie dobowym. Inaczej myślę o Szczecinie, kiedy jestem obrażony na władze miasta i ich nieudolność w zarządzaniu dobrem wspólnym a inaczej kiedy pokazuję Szczecin zaproszonym z zagranicy gościom. Co więcej, poranny korek na drodze dojazdowej do pracy, wpływa na moje myślenie o mieście inaczej, niż popołudniowy spacer po Jasnych Błoniach.

Wydaje się, że „poszukiwanie tożsamości” nie jest czymś co spędzą sen z powiek mieszkańcom. Jeśli mówimy że Szczecin nie ma tożsamości, to mówimy: „nie wiemy jaki jest Szczecin”, a to nieprawda. Jest różnorodny, niedający się jednoznacznie określić. Jest otwarty na interpretację, daje możliwość wyboru – jeśli chcemy, jest dla nas miejscem szans na osobisty rozwój, jeśli chcemy, jest zaprzepaszczeniem potencjału i marnowaniem wspaniałego położenia geograficznego. Nie zmuszajmy się, żeby stworzyć jedyny i słuszny obraz miasta. Nie ma jednego Szczecina.

Poniżej: Szczecinianie w poszukiwaniu tożsamości – Dni Morza 2010 (fot. Magda Sakowska-Carło)

Reklamy