Jak donosi szczecińska GW, na placu Kościuszki, na niemieckiej kamienicy w nienajlepszym stanie pojawił się różowy napis „Kocham Szczecin”. Napis partyzancki i chuligański, nie przystający do zasad „kreowania marki miasta”. Dysonans jest wyczuwalny od razu, widać przecież gołym okiem sprzeczność pomiędzy nieciekawą przestrzenią i entuzjastycznym hasłem. GlamRury świetnie zdają sobie sprawę z trudów miłości do miasta, które daje niewiele powodów do kochania. Moim zdaniem ta akcja oddaje sens tego, jak funkcjonują młodzi ludzie w Szczecinie. Na przekór trudnościom, w niełatwych okolicznościach przyrody. Czy napis zniszczył kamienicę, czy podkreślił raczej problem, jaki mamy ze Śródmieściem – problem społeczny, którego nie przykryją kolorowe pocztówki i romantyczne zdjęcia statków nad Odrą?

Wandalizm to czy sztuka? Jedno nie wyklucza drugiego, dla mnie ten napis to zniszczona elewacja, ale także wyrzut sumienia, pomnik nieudolności władz miasta.

Źródło: Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Advertisements