Nigdy dosyć rozważań nad tym co niejednoznaczne, trudne do zdefiniowania, płynne. A taka jest natura przestrzeni publicznej, o ktorej piszą wszyscy ci, którym wolno pisać o mieście (czyli wszyscy, których dopuszcza się do głosu: architekci, politycy, socjologowie,  itd.). Niemi mieszkańcy miasta „spoza rozdzielnika” nie mają głosu.

Czy skoro przestrzeń publiczna ma tak wiele znaczeń, to znaczy że nie istnieje? Czy jeśli użytkownicy miasta nie mają w swoim słowniku pojęcia ‚przestrzeń’, to ich życie w architekturze jest ubogie?

O przestrzeni publicznej mowa była m. in. na zeszłorocznym Kongresie Kultury Polskiej, zachęcam do lektury tutaj

Advertisements