Mamy już w Szczecinie LPR – Lokalny Program Rewitalizacji. To paradoksalnie jedna z gorszych wiadomości które mogły do nas dotrzeć z Urzędu Miasta. Nie chodzi nawet o to, że nie zaproszono do prac nad tym dokumentem szerokiego grona specjalistów. Chodzi o to, że nie zaproszono mieszkańców. Oto znamienny fragment odnoszący się do listy uczestników konsultacji społecznych:

„W ramach konsultacji społecznych w czasie opracowywania LPR odbywały się spotkania robocze, w których uczestniczyli przedstawiciele podmiotów zaangażowanych w proces rewitalizacji miasta, tj.: przedstawiciele Urzędu Miasta Szczecin, przedstawiciele Szczecińskiego TBS, Szczecińskiego Centrum Renowacyjnego, TBS „Prawobrzeże”, Komendy Miejskiej Policji, rad osiedli, specjaliści zajmujący się wdrażaniem inicjatywy JESSICA. Podczas spotkań dyskutowano na temat kierunków i zakresu koniecznych działań oraz warunków ich realizacji.” A mieszkańcy??? Taki program MUSI, z definicji, powstawać w dialogu z ludźmi, inaczej to zawracanie głowy.

No i wreszcie kwestia podstawowa: analizy problemów społecznych i propozycje ich naprawy: projekty ze sfery społecznej – z niektórymi wyjątkami, takimi jak projekt rewitalizacji przez kulturę (ESK 2016, ale którego niestety nie będzie…), obywatelski projekt Zielone Podwórka –  ograniczają się do remontu i rozbudowy budynków (!). A już najzabawniejszy jest pomysł rozwiązywania problemów społecznych przez instrumenty już istniejące (czyli np. „Rewitalizacja społeczna w obszarze centrum w ramach Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych”).

Wiem, że z różnych względów taki dokument musiał powstać, ale boję się że to koniec dyskusji nad rewitalizacją w Szczecinie. Mówiąc inaczej, LPR to zmarnowana szansa na poprawę sytuacji Śródmieścia, na walkę z problemami społecznymi miasta. Jaki jest sens rewitalizacji bez programu społecznego, to jest takiego, który tworzą mieszkańcy i którego celem jest sfera społeczna?

Advertisements