Jakiś czas temu napisałem w jednym z tekstów, że mieszkanie na działkach to jedyna w naszym kraju alternatywa dla systemu mieszkalnictwa socjalnego. Z całą pewnością ogrody działkowe to miejsce zimowego przeżycia dla wielu bezdomnych (na ten temat była audycja Grażyny Górkiewicz w PR Szczecin, do posłuchania tutaj).  To tylko jeden z powodów, dla których staję w obronie działek. Sami działkowcy dobrej prasy nie mają, bo „blokują miejskie inwestycje”, bo to „relikt komuny”  itd. Każdy kto jest w opozycji do wolnego rynku ma przechlapane.

Mam też świadomość, że dyskusja o prywatyzacji ogrodów działkowych i likwidacji Polskiego Związku Działkowców to dyskusja polityczna – co jakiś czas pojawiają się działania zmierzające do uwłaszczenia użytkowników ogrodów działkowych, ktoś tam staje w obronie pokaźnego elektoratu działkowców i mamy konflikt polityczny. Mam jednak wrażenie, że politycy broniący działkowców często traktują ich jako zasób, który można wykorzystać do zdobycia poparcia. Rzadziej słyszymy głosy broniące prawa obywateli do wybranego przez siebie stylu życia. Działka dla wielu osób, mieszkających blokach czy kamienicach (nie tylko tych starszych) to możliwość uprawy ogrodu, ziemi, powrót do rolniczych korzeni (z których my wszyscy…).   To jest wartość nie dająca się przełożyć na hektary.

Nie jestem jednak obrońcą fanatycznym, warto też wysłuchać argumentów zwolenników prywatyzacji. Rzeczywiście, działki funkcjonują jako rozbudowany, pozbawiony kontroli mechanizm. W miastach znajdują się znaczne obszary, na które władze miejskie praktycznie nie mają wpływu – procedury przejęcia terenów ogrodów działkowych są skomplikowane i wiążą się dużymi kosztami. Znamy poza tym rzeczywiste przypadki blokowania terenów inwestycyjnych przez działkowców.

Ale to, co jest przez zwolenników prywatyzacji działek traktowane jako ich największa wada, jest w mojej ocenie największą zaletą. Może jednak warto chronić obszary miast z określonym, niekomercyjnym przeznaczeniem, które są wyłączone z reguł kapitalistycznej gry. Oczywiście, w sektor działek także wkraczają prawa wolnego rynku – działka, która nie jest własnością w sensie ścisłym, jest przedmiotem obrotu. Za tzw. odstępne możliwe jest przekazanie prawa do użytkowania działki w Rodzinnym Ogrodzie Działkowym innej osobie. Istnieją rozmaite bariery zapobiegające spekulacji działkami rekreacyjnymi (m.in. ograniczenie do posiadania jednej działki przez jednego członka ROD), choć w praktyce trudno sprawdzić czy te bariery działają.

Niezależnie od tych wątpliwości, działka to jeden z ostatnich wyjątków od reguły „przestrzeń to pieniądz”, może nawet ostatni bastion, broniący się przed miejskim kapitalizmem

Reklamy