Kultura się liczy. Jeśli oczywiście istnieje pole dla niej pole, jeśli artyści nie są traktowani jako „zbędni dziwacy” (mimo wszystko lepiej być „użytecznym idiotą” niż „zbędnym dziwakiem”). Wiele wskazuje na to, że w Szczecinie takiego pola dla sztuki nie będzie, a piszę to w związku z planowaną (?) likwidacją ESK 2016. Nie chodzi o to, że wraz z likwidacją ESK 2016 znikną artyści, ale że zmienia się (na coraz gorsze) kurs władz miasta wobec kultury w mieście. Pojawiła wraz z ESK 2016 się szansa na profesjonalizację kultury w mieście, na bycie prawdziwą kulturalną stolicą regionu, no i wiele wskazuje na to, że wyszło jak zwykle. Tu chyba będzie największa zmarnowana praca: nad zmianą sposobu myślenia o kulturze, także ludzi którzy się nią zajmują.

W Szczecinie jest niedobrze, to wiemy. Już prawie udało się przekonać ludzi do tego, że kultura może być motorem wzrostu, że potrafi odtworzyć gasnący kapitał społeczny i znowu wróciły tradycyjne gry i schematy: myślenie w kategoriach „placówek”, „likwidacji”, kultura jako artystyczne fiubździu itd. Oczywiście nie jesteśmy jedyni po porażce starań o tytuł ESK (np. w Poznaniu jest niezła anarchistyczna jazda, do poczytania: tutaj) z takimi problemami), ale u nas i bez tej porażki jest ciężko…

Reklamy