W jednym z październikowych postów krótko pisałem o tym, że język mówienia o mieście jest barierą, która ma moc wykluczania zwykłych mieszkańców z dyskusji.  Dużo więcej na ten temat pisze Rafał Drozdowski, w artykule pt. „Poprawianie miejskiej przestrzeni publicznej” (Przegląd Zachodni 2010/3). Drozdowski przekonuje m. in., że rozmowa o przestrzeni publicznej staje się „ekspercka”, przeładowana teorią, fachowym słownictwem itd., jednocześnie wykluczając potoczne rozumienia. Dodałbym od siebie, że w debatach, do których czasem się socjologów i innych miasto-znawców zaprasza, lepiej używać takich pojęć jak : ”miejsca, w których jesteśmy razem”, „miejsca przyjazne”, „miejsca spotkań z innymi”, które nie mają naukowej precyzji, ale na pewno są lepiej zrozumiałe i oddają sens tego, czym się zajmujemy. Co na temat przestrzeni publicznej maja najlepsi „antyeksperci” czyli dzieci, do poczytania w jednym ze starych numerów Autoportretu

Reklamy