You are currently browsing the monthly archive for Marzec 2011.

„z myślą o karierze międzynarodowej, z myślą…” – śpiewał Kazik w „My editor is a thief”, no i śpiewam i ja: od dziś Nadmiastem w wersji anglojęzycznej: tutaj

Reklamy

Jeśli ktoś proponuje zmianę oczywistych reguł miejskiego życia, to zwykle jest to warte uwagi i dziś będzie o urban olympic games. Podobieństwo do „prawdziwych” sportów w niesportowej scenerii to podstawa miejskich igrzysk olimpijskich. Ich zawody nie są tak powszechne i tak zinstytucjonalizowane jak parkour, ale też można na nie patrzeć, jak na formę kontestacji. W sumie bezpiecznej, bo w mieście istnieje przyzwolenie na dziwactwo i eksces. Jak wiadomo, chodnik nie służy do chodzenia! Podobnie jak deskorolkarze opisywani przez Bordena, miejscy olimpijczycy wprowadzają swoje alternatywne reguły korzystania z miasta. Ale w odróżnieniu od fanów deski, nie mieszczą się w głównym nurcie miejskich sportów (razem z biegaczami, czy grającymi w street basketball), ich sport nie jest „prawdziwy”, to raczej eksces i wygłupy, niż „szlachetna rywalizacja i walka z samym sobą”. Wszystkie te ważne i mądre rzeczy które słyszymy od komentatorów sportowych nie bardzo przystają do urban olympics, zresztą połączenie metasportowego patosu i dziwnych dyscyplin zawsze daje efekt komiczny. A zatem w ramach początku wiosny:

 

 

„Bez najdalej posuniętej skrupulatności i punktualności obietnic i świadczeń całość [miasto] przerodziłaby się w chaos nie do rozwikłania. Gdyby wszystkie zegary w Berlinie zaczęły nagle śpieszyć się pub późnić, choćby tylko przez godzinę, wymiana gospodarcza i całe życie wielkiego miasta zostałoby na długo zdezorganizowane. Dochodzi do tego czynnik pozornie tylko zewnętrzny – duże odległości sprawiają, że czekanie i daremne przychodzenie powoduje niepowetowaną stratę czasu” (G. Simmel, Mentalność mieszkańców wielkich miast, Lepizig 1922, pol. 2005 („Socjologia”, Warszawa : PWN, s. 308).

Ubiegli mnie na stronie Urbanophil.net z linkiem do Überlin, trudno. Mniej mi chodziło jednak o metro-mapowy teledysk (swoją drogą super), a bardziej o niewidoczne nawiązanie do Simmla i o słowa, w których odczarowana zostaje miejska gonitwa (I know what I am chasing, I know that this is changing me). Podobnie jak Simmel broni miejskiego zblazowania i niechęci do sąsiedztwa, tak REM broni dobrowolnego pośpiechu. Nareszcie można osiągnąć spokój, kiedy wiem, że ścigam się z własnego wyboru. W refleksyjnej mentalności nowych mieszkańców wielkich miast mobilność ma znaczenie (kłania się John Urry i jego prace); droga błyszczy bardziej od celu (bo finał to oczywiście ostateczne zejście ze świata). I am flying on the star into a meteor, tonight.


Żołnierz niemiecki przypala w kawiarni papierosa młodej kobiecie, Kraków 1940, Narodowe Archiwum Cyfrowe,  syg: 2-4292

Patrol niemieckiej policji porządkowej usuwa spod bramy bezdomną kobietę. Autor: Apfel Hanns, (Kraków? 1939-1945), Narodowe Archiwum Cyfrowe,  syg: 2-4582

W badaniach kondycji przestrzeni publicznej warto przyjrzeć się miejscom manifestacji politycznych. Trudno sobie wyobrazić, żeby demonstranci pojawiali się w miejscach innych niż te, które uznawane są przez mieszkańców za przestrzeń publiczną – nawet dzielnicowy protest odbywa się w lokalnym centrum. Zwykle są to jednak protesty w ruchu, w których liczy się nie jedno miejsce, ale cała trasa przemarszu – taką mamy lokalną tradycję, że raczej nie gromadzimy się stojąc w jednym miejscu, a idziemy tak, by „było nas widać”. W Polsce pochody i wiece stały się powszechną formą obecności politycznej w drugiej połowie XIX wieku i trwa to do dziś.

„Szczególnie chętnie urządzali pochody socjaliści, wzorując się na patriotycznych manifestacjach żałobnych (podczas których kondukt przemierzał miasto), partie robotnicze również wykorzystywały dla celów propagandowych pogrzeby partyjnych towarzyszy. (…) Na atrakcyjność pochodów wpłynął również szerszy zasięg propagandowy – im trasa przemarszu dłuższa, tym więcej przypadkowych przechodniów dowiadywało się o istnieniu partii czy organizacji (…). W większym stopni niż wiec pochód kojarzył się z buntem, oporem, sprzeciwem” (D. Kałwa, Polska doby rozbiorów i międzywojnia [w:] Obyczaje w Polsce. Od średniowiecza do czasów współczesnych, red. A. Chwalba, Warszawa 2004, s. 323-324.)



Uroczystości z okazji XXV – lecia działalności politycznej Wincentego Witosa w Wierzchosławicach. Prezes Stronnictwa Ludowego Wincenty Witos (za sztandarem, w środku) wśród uczestników pochodu. 1933-04-30, Wierzchosławice. Narodowe Archiwum Cyfrowe,  syg. 1-P-140-9

Związek Opieki nad Zwierzętami w Krakowie – pochód propagandowy. Dziewczęta w pochodzie. Widoczne transparenty o treści: „Kochajmy zwierzęta” i „Nie damy krzywdzić zwierząt”. Kraków 1936, Narodowe Archiwum Cyfrowe,  syg: 1-P-489-5

Pochód dzieci z okazji szkolnego Święta Wiosny zorganizowany przez VI Koło Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie. Dzieci przebrane za krasnoludki podczas parady. 1934-05-03, Kraków, Narodowe Archiwum Cyfrowe, syg: 1-N-2670-4

Pochód zorganizowany przez Polską Partię Socjalistyczną – dawną Frakcję Rewolucyjną oddanie hołdu straconym na stokach Cytadeli w Warszawie. Formowanie się pochodu na pl. Teatralnym. Widoczne poczty sztandarowe. Z lewej gmach Teatru Wielkiego. W głębi w środku kamienica Dmuszewskiego. Warszawa, 1931-11-01, Narodowe Archiwum Cyfrowe, syg: 1-P-3518-3

Pochód dzieci z okazji szkolnego Święta Wiosny zorganizowany przez VI Koło Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie. Przebrane dziewczynki w pochodzie przez miasto. Kraków,  1934-05-03. Narodowe Archiwum Cyfrowe, syg: 1-N-2670-10