( Rozruchy antyżydowskie w Mińsku Mazowieckim – wygląd miasta po rozruchach. Zdemolowany i opuszczony dom żydowski przy ulicy Franciszka Żwirki. 1936, czerwiec, Mińsk Mazowiecki. Syg. NAC: 1-P-2803-8 )

Chociaż szabrownictwo kojarzy się z indywidualnymi akcjami ciemnych typów żerujacych na po-żydowskim/niemieckim majątku, ma też przecież swoją „zbiorową” odmianę (także ujawniającą się w Polsce przy okazji pogromów żydowskich, ale to już inna historia). Angielski termin „looting” odnosi się właśnie do takich akcji, które z grubsza rzecz biorąc polegają na masowym rabowaniu sklepów i wynoszeniu z nich przez tłum wszystkiego, co się da.

Taki stan dzikości (chociaż to zgrana postoświeceniowa klisza), który ujawnia się w momentach rozpadu kontroli i nadzoru, szczególnie „widowiskowo” wygląda w wielkim mieście i mimo że w Polsce pojawiają się głosy o tym, że jesteśmy cywilizacją szabru, to jednak ostatnie Londyńskie wypadki wyglądają nam obco. Nie jest z nami aż tak źle (jak na powód do zadowolenia to brzmi tragicznie), co dobrze widać, jeśli porówna się momenty kiedy nic nie było widać: w Nowym Jorku i w Szczecinie. Oba miasta (spokojnie, znam skalę i różnice) doświadczyły blackoutu, ale o ile w Polsce nie doszło do rabowania sklepów, o tyle w NewYorku looting był na masową skalę. Rzecz doczekała się nawet naukowych opracowań: tutaj (pdf). Z resztą świat na tych kradzieżach odniósł perwersyjne korzyści – podobno masowe wynoszenie sprzętu dj ze sklepów przyczyniło się do eksplozji hip hopu w NY…

O ile jednak prądowe zaćmienie to rzecz nagła i niespodziewana, to jednak zamieszki w Londynie wydają się być środkiem prowadzącym do uruchomienia spirali szabrownictwa, a o tym jak to się dzieje w Londynie można przeczytać w tekście Zygmunta Baumana, a także na stronie Krzysztofa Nawratka oraz tutaj.

Reklamy