Na drugiej już konferencji młodych (jeszcze się łapię) badaczy miasta (SICYUrb) opowiadałem o jednym z ulubionych tematów, czyli o ogrodach działkowych. Myślałem, że kwestia działek ma wspólny rys dla wszystkich krajów CEE, ale okazalo się, że w Rumunii (przynajmniej tak twierdziła jedna z uczestniczek) działek rekreacyjnych nie ma, na Węgrzech natomiast ciągle widoczne są powiązania grup zawodowych (głównie kolejarzy) z ruchem działkowców (co w Polsce aż na taką skalę nie ma miejsca).

O działkowców jako ruch społeczny pytań było najwięcej, dr Fran Tonkiss (jej wykład o o prawach obywatelskich mieszkańców miast byłzdecydowanie najlepszy!) pytała m. in. czy istnieje jakakolwiek współpraca między klasycznymi miejskimi ruchami a działkowcami, broniącymi swoich praw. No i niestety nie istnieje. Na kongresie ruchów miejskich działkowcy byli nieobecni i nie jest to tylko kwestia różnic wieku, ale przede wszystkim wizerunku. Działkowcy są przez wielu uważani za grupę uprzywilejowaną, blokującą rozwój miast, rzadziej natomiast mówi się o głębszej lewicowej idei, jaka przyświeca ruchowi działkowców (który oczywiście nie jest bez wad, ale minusy nie przesłaniają mi plusów absolutnie). Milion osób wspierających Kongres Ruchów Miejskich – czy to by było mało?

No i słowo o samej konferencji: w zupełnie luźnej atmosferze, dyskusja o sprawach miejskich bez spiny, bez identyfikatorów, bez barier tytularnych i wiekowych. Może kiedyś w Polsce?

Reklamy