Wraca sprawa niechlubnego płotu w kamienicy przy Jagiellońskiej 26. W skrócie chodzi o to, że mieszkańcy frontu dla zwiększenia własnego poczucia bezpieczeństwa odgrodzili się od mieszkańców oficyny, zamykając im dotychczasowe przejście. Odnowili front kamienicy i teraz mogą pokazywać wyższość własności prywatnej nad gminną. No i cena nieruchomości wzrosła, hura. Ale niestety wpadli w pułapkę, bo muszą chodzić naokoło, żeby wyrzucić śmieci. Teraz gminny zarządca złożył pozew przeciw Wspólnocie z żądaniem udostępnienia przejścia. (więcej w artykule tutaj).

Uważam że w tej sprawie rację ma ZBiLK, który słusznie dąży do wyegzekwowania należnej prawem służebności (przejścia dla lokatorów oficyny. Przypominam, że nie jest to tylko kwestia krótszego bądź dłuższego przejścia dla mieszkańców, ale także np. dojazdu karetki czy poruszania się osób niepełnosprawnych, które w tej dłuższej drodze muszą pokonywać strome schody (przez bramę frontową nie muszą).

Generalnie wiadomo, że jeśli nie działa państwo, to działa władza silniejszego. Jeśli nie ma instytucji i praw, to zawsze Gołota wygrywa z Woody Allenem. I co smutne, przy aplauzie widowni. Pamiętam wpisy z forum Gazety pod poprzednim artykułem o Jagiellońskiej 26: większość wpisujących gratulowała pomysłu mieszkańcom frontu, że nareszcie problem meliniarzy i bandytów został rozwiązany, że nie wolno bronić lokatorów oficyn, bo to pijacy, a każdy na miejscu tych z frontu zrobiłby tak samo, że nareszcie jest ładnie itd. Nieśmiało pojawiały się takie głosy, że  jak ktoś chce się uwolnić od sąsiadów, to niech zamieszka pod miastem, ale spotykały się od razu z ostrym atakiem.

Życie w mieście to nie bajka, ale to nie znaczy że mamy bronić tych, którzy stosują przemoc czy dewastują mienie. W tej sprawie i w podobnych (np. dotyczących dewastowania mienia wspólnego przez „uciążliwych lokatorów”) mało co jest czarno-białe. To nie jest tylko tak, że zły i bogaty mieszkaniec frontu odgradza się od biednych mieszkańców oficyn. O ile jestem przeciw przenosinom do kontenerów za długi w płaceniu czynszu, o tyle nie powinno być zgody na utrzymanie prawa do mieszkania dla tych, którzy niszczą to, co służy do mieszkania innym. I gdyby skutecznie karać tych sikających i podpalających (także eksmisją) to problem sam by się rozwiązał. Na pewno nie rozwiąże się przez samowolne grodzenie, i chociaż może będzie tu i ówdzie będzie „ładnie” albo „bezpiecznie”, to miasto zacznie przypominać mozaikę zameczków, a nie wspólnotę mieszkańców.

Reklamy