Przez długie lata było tu sporo życia: rozmowy przy naprawach samochodu, pierwsze lekcje kierowania, próby zespołów, wymiana towarów – bo garaż bywał też traktowany jako magazyn. I wreszcie to, co chowało się przed społecznym okiem, co w położonych zwykle na peryferiach garażowiskach znajdowało miejsce dla siebie – od kradzionych towarów, przez nielegalny alkohol i narkotyki, po „zboczeńców” (jak się wtedy mówiło) i gwałcicieli. Przynajmniej taką opinię miały te miejsca, ale to wystarczyło, żeby zabawa za garażami była atrakcyjnie niebezpieczna i raczej zakazana. To tam można było umówić się na pojedynek, odpalić skonstruowaną bombę, czy spróbować pierwszego papierosa, wypić pierwsze wino.
Czy nie przypominają osiedli nieformalnego osadnictwa? Na pewno, to jest zresztą najczęstszy argument za ich likwidacją („brzydkie”, „nieeuropejskie”). Podobno samodzielnych napraw jest coraz mniej, a ludzie od zawsze (od lat 70-tych jak podaje Andrzej Basista w książce Betonowe dziedzictwo) chcieli i parkowali przed swoimi blokami, zamiast na odległych parkingach. Czy jest przyszłość dla blaszanych garaży?

Google Maps, Szczecin

Advertisements