You are currently browsing the monthly archive for Sierpień 2012.

Sporo już napisano o znaczeniu prasy lokalnej (nawet na tej stronie), ale ciągle chętnie czytam o roli prasy w budowaniu kultury miejskiej, wyobrażeń o miejskości, tworzeniu polityki itd. Wierzymy dzisiaj mocno w siłę social media, ale papierowa gazeta ciągle ma znaczenie. W tym sensie ciekawy jest fragment z pracy Roberta E. Parka (znaleziony na urban cultural studies), który pisał, że zainteresowanie miejskiej prasy codziennością, używanie imienia i nazwiska, a także wizerunku „zwykłych mieszkańców” umożliwia nam powrót do wiejskiej wspólnoty, w której wszyscy się znają i wiedzą o sobie wszystko. Na wsi, plotka i opinia publiczna to podstawowe instytucje kontroli i do dzisiaj miejskie gazety odwołują się do tych mechanizmów. To także zagrożenie, bo wiemy że często zdarzają się: arbitralność sądów dziennikarzy, którzy lansują swoją tezę nie oglądając się na fakty (mam podawać przykłady?), powiązania gazet z lokalnymi grupami interesu albo po prostu z ideologią, której gazety służą.

Pamiętam z czasów sprzed 1989 roku, że w prasie lokalnej, było-nie-było jedynie słusznej, sporo miejsca zajmowały sprawy błahe i chyba odciągające uwagę od problemów z systemem politycznym jako całością. Po prostu zawsze brakowi bułek winny jest nieuczciwy młynarz/piekarz/sklepikarz a nigdy struktura w ramach której wytwarza się bułki.

Kiosk niedaleko placu Chomeiniego w Teheranie. Widoczne irańskie gazety. Teheran, 2004-12-14, Autor: Niedziela Piotr, Sygnatura NAC: 7-6028-2

Punkt skupu ogórków w Spółdzielni Ogrodniczej w Zakroczymiu. Grupa mężczyzn czyta gazetę „Życie Warszawy” na rampie punktu skupu. Zakroczym, 1981-07-14. Autor: Rutowska Grażyna, Sygnatura NAC: 40-2-190-7

Reklamy

Ekspozycja mebli to więcej niż zwykła wystawa. Obecność wyobrażonych mieszkańców domu/mieszkania zostaje wzięta w nawias, w tych wnętrzach przecież nikt nie żyje, w wersji upiornej można sobie nawet wyobrażać świat po wielkiej katastrofie, w której ludzie porzucili ukochane sofy i fotele. Najbardziej wzruszające są oczywiście imitacje życia w eksponowanym wnętrzu – ustawiane (puste) filiżanki, pozostawione otwarte książki. Ciągle coś się jednak nie zgadza, dlaczego tu zawsze jest kliniczny porządek, chociaż czasami nie jest poodkurzane?
Oczywiście jest też interpretacja mniej pokrętna, w której wystawa mebli to katalog wnętrzarski w wersji live, z możliwością dotknięcia, dopasowania się, może nawet przesunięcia. Zaaranżowana ekspozycja salonu meblowego rozciąga się pomiędzy wzorem do naśladowania (tym jak powinno wyglądać mieszkanie) a zestawem praktycznych porad (jak może wyglądać funkcjonalne mieszkanie). Możliwość zajrzenia do pokazowego wnętrza to także brak ograniczeń dla ciekawości: można otwierać szuflady, szafki, zajrzeć do komody, bez obawy o złamanie reguł prywatności. Gospodarzy przecież nigdy nie było.

Salon meblowy Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Meblami w Poznaniu. Ekspozycja mebli, na fotelu przy ławie siedzi kobieta. Rok 1970, Autor: Rutowska Grażyna, Sygnatura NAC: 40-3-85-7

Salon meblowy Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Meblami w Poznaniu. Ekspozycja mebli prezentująca regały, stolik z fotelami. Rok 1970. Autor: Rutowska Grażyna, Sygnatura NAC: 40-3-85-16

Odwiedzam też jak co roku miejskie – ogólnodostępne kąpieliska i choć ciągle jest to duże wyzwanie (zetknięcie z grillującymi osiłkami, właścicielami tatuaży o miłości do piłki nożnej, pijącymi piwko z puszki rodzicami Natanka, Dorianka i Oliwierka  itd., niezmiennie polecam, jest to ciekawy trening powstrzymywania się od łatwej pogardy dla kulturowej odmienności), to takie miejsca są potrzebne, nawet jeśli Woody Allen czułby się tu źle. Niech tylko nie wzmacnia ponurego wrażenia zdegradowana infrastruktura, brak ścieżek, toalet, porządnego parkingu, jak ma to miejsce na Dziewokliczu. Całe szczęście już trwa tam remont, podobnie na Arkonce. Nad Jeziorem Głębokim (trzecie z miejskich szczecińskich kąpielisk), jak co roku pobicia, utonięcia nad niestrzeżoną plażą. Więc warto to wszystko cywilizować i porządkować, bo bez instytucji biletu i odpowiednich urządzeń będzie tylko walka przy wodopoju, walki chłopców ze Śródmieścia z chłopcami z Prawobrzeża.

Reklamy