Odwiedzam też jak co roku miejskie – ogólnodostępne kąpieliska i choć ciągle jest to duże wyzwanie (zetknięcie z grillującymi osiłkami, właścicielami tatuaży o miłości do piłki nożnej, pijącymi piwko z puszki rodzicami Natanka, Dorianka i Oliwierka  itd., niezmiennie polecam, jest to ciekawy trening powstrzymywania się od łatwej pogardy dla kulturowej odmienności), to takie miejsca są potrzebne, nawet jeśli Woody Allen czułby się tu źle. Niech tylko nie wzmacnia ponurego wrażenia zdegradowana infrastruktura, brak ścieżek, toalet, porządnego parkingu, jak ma to miejsce na Dziewokliczu. Całe szczęście już trwa tam remont, podobnie na Arkonce. Nad Jeziorem Głębokim (trzecie z miejskich szczecińskich kąpielisk), jak co roku pobicia, utonięcia nad niestrzeżoną plażą. Więc warto to wszystko cywilizować i porządkować, bo bez instytucji biletu i odpowiednich urządzeń będzie tylko walka przy wodopoju, walki chłopców ze Śródmieścia z chłopcami z Prawobrzeża.

Reklamy