You are currently browsing the monthly archive for Luty 2013.

winietaNa blogu Anarchitektura wpis o organizowanym przez Inicjatywę Prawo do Miasta Forum Mieszkanek i Mieszkańców Krakowa. Ma to być próba konsolidacji rozmaitych grup sprzeciwu przeciwko rozmaitym wymiarom polityki miasta. Najbardziej ciekawi mnie jaki będzie przebieg Forum; jak pisze autor wspomnienego wpisu:  „Przed Forum Miejskim, stoją te same problemy i szanse, które stały przed Kongresami Ruchów Miejskich: brak konkretnego kręgosłupa, amorficzność, spotkanie bardzo rożnych organizacji, często o przeciwstawnych celach, a z drugiej strony otwartość i umiejętność tworzenia fermentu i nadzieja na współpracę. Jest w tym szansa samoorganizacji. Być może następny Kongres Ruchów Miejskich, będzie – tak jak opisywał Bookchin – sejmikiem przedstawicieli Forów Miejskich Łodzi, Warszawy, Wrocławia, Lublina itd. a nie organizacji konkretnych problemów z różnych miast.” Czekamy na relacje: Kraków, 2-3 marca, 2013 r.

Reklamy

IMG_0773W stołówkach Uniwersytetu w Hamburgu zawsze (to znaczy odkąd byłem tu po raz pierwszy, parę lat temu) na stołach wyłożone są ulotki lewicowych rozmaitych organizacji, a właściwie nie tylko ulotki, ale też różne wersje biuletynów, zmienianych co tydzień. Znam takich swoich studentów, którzy byliby tym zachwyceni i takich, którzy byliby załamani.
Zawsze dobrze do obiadu poczytać coś aktualnego: dzisiaj był komentarz do wywiadu Vettela (kierowcy Formuły 1), pytanego o jego strategie wyścigów wózkami do kasy w marketach, czy zawsze jest gotów się ścigać itd. Niby zwykła rzecz, ale i ciekawa opowieść o logice konkurencji przenikającej miejskie życie, o gotowości do ścigania się, aby być przed innymi przy kasie (dalej w tekście oczywiście miażdżąca krytyka rywalizacji panoszącej się wszędzie).
Jak wiadomo, w niełatwym życiu miejskim chodzi głównie o czas (znowu ten Simmel…), niezależnie czy jest to czas pod kontrolą dominującej klasy, pod kontrolą dominującej płci, czy po prostu pod kontrolą (?) obezwładniającego przemijania. Za zdaniem: „Szkoda mi czasu na stanie w kolejkach” stoi wyobrażenie o tym, na co ten czas przeznaczyć: na zarobek? na bycie z kimś? na własny rozwój? na inną ucieczkę przed znikaniem? Przy odrobinie ponurego spojrzenia na wszystko, nie mamy szans z czasem i jego panami, a kolejka nam uwłacza, odczłowiecza i tym podobne.  Ale jeśli by mnie ktoś zapytał o zdanie, to ciągle wolę cieszyć się miejskim wyścigiem i kolejkami, zawsze to ciekawsze niż pustkowie.

tesco-js-190310-03

 

kajdanek_sub_malaZ cyklu: polecanki, dzisiaj Suburbanizacja po polsku – autorstwa – co ty ukrywać – koleżanki po fachu, Katarzyny Kajdanek. Rzecz jest świetnie wydana, porażająca chłodem okładka i papier, który uwielbiam pasują do treści. Mocna lektura, pokazująca jakie piętno odciska wyprowadzka na peryferia w biografiach mieszkańców i ich codzienności. Dobrze się to czyta i duża w tym zasługa odwagi autorki, żeby wykorzystać metody badań jakościowych. To w socjologii miasta prawdziwa rzadkość: o ile jeszcze w pracach antropologizujących – nad tożsamością, postrzeganiem przestrzeni, doświadczaniem miejsc – nie są niczym niezwykłym, o tyle w pracach podejmujących „twarde” tematy, takie jak miejska ekonomia, problemy miejskiego transportu, zmiany demograficzne, „przeobrażenia  struktur społeczno-przestrzennych” dominują metody ilościowe. Tutaj natomiast mamy twardy, „pozytywistyczny” temat, do którego w sensowny sposób zatrudniono metody jakościowe (żeby nie było tak różowo: nie mogłem tylko znaleźć nigdzie informacji o liczbie przeprowadzonych wywiadów, gdzieś rozbudowany opis metodologiczny się zapodział…).

Problem jest ciekawy: ok, ludzie wyprowadzają się powiedzmy ze Szczecina do powiedzmy gminy Dobra, Mierzyn, Kołbaskowo i conieco wiemy już o motywach i konsekwencjach takiej migracji. Ale co powoduje, że mieszkańcy np. Goleniowa czy Choszczna decydują się na wyprowadzkę na przedmieścia, można by zapytać – co to za zmiana? I o tym właśnie jest ta książka. Wyprowadzka z miast małych i średnich ma inny charakter niż podmiejska ucieczka z wielkiego miasta – nie ma tutaj, jak pisze autorka, tak silnej motywacji antymiejskiej i prowiejskiej. Ale konsekwencje mogą być podobne – te dla psychiki, dla życia rodzinnego, dla więzi społecznych, dla pogłębienia się kryzysu miast, także tych mniejszych.

Dla mnie najciekawsze są kwestie niezadowolenia i roszczeń. Mieszkańcy przedmieść (i dużych i małych miast) mają pretensje do władz gminy: najczęściej są to kwestie jakości życia i podmiejskiej infrastruktury, czasami podnoszą kwestie obywatelskości i udziału w procesach decyzyjnych. O ile jednak ruchy miejskiej w Polsce próbują przekroczyć lokalność swoich żądań i szukają porozumień (czego przykładem jest oczywiście Kongres Ruchów Miejskich), o tyle roszczenia mieszkańców przedmieść (zwłaszcza dużego miasta) nie przekładają się ani na powstanie podmiejskich ruchów społecznych ani na poszukiwania wspólnoty problemów. Może brak zakorzenienia, przewaga egoistycznych interesów wykluczają zbudowanie wspólnoty politycznej? Może mieszkańcy suburbiów skazani są na „podmiejską obojętność”?

K. Kajdanek (2012), Suburbanizacja po polsku, Nomos: Kraków >>>

Pod koniec lat 70-tych zaplanowano w pobliżu miejscowości Gorleben kolejną lokalizację dla składowiska odpadów elektrowni atomowej. Ruch antyatomowy w Niemczech był już wtedy bardzo silny, więc 3 maja 1980 tysiące działaczy zajęło dawne (bo wykarczowane pod budowę) tereny leśne pomędzy miejscowościami Gorleben i Trebel w okręgu Lüchow-Dannenberg. Tak narodziła się Republika Wolnego Wendland (Republik Freies Wendland), naprawdę inspirujące narzędzie oporu przeciw elektrowniom jądrowym w Gorleben. Wybudowano ok. 100 drewnianych domów, w republice zamieszkiwało od 1200-2500 osób (źródła różnią się w szacunkach).
Co dla badaczy protestu najciekawsze, od początku przemyślano większość z organizacyjnych i infrastrukturalnych rozwiązań. Architektura protestu jest widoczna na tym przykładzie w sensie dosłownym: budowanie osady to nie tylko taktyka protestu umożliwiająca skuteczną blokadę, to także sens protestu. Tworzenie alternatywnego osadnictwa, innej, bo niekomercyjnej infrastruktury, samodzielnych sposobów przetwarzania jedzenia, własnych uniwersytetów, niezależnej kultury… Te same wątki powtórzyły się podczas amerykańskich protestów OWS, bo sposób zorganizowania okupacji parku Zuccotti był jednocześnie narzędziem i ideą.
Domy w Wolnej Republice Wendland budowano wspólnie, Wybudowano urządzenia doporowadzające wodę, wieżę przeciwpożarową (sporo pomogli tu absolwenci i studenci architektury, na nich zawsze można liczyć :)). Pojawiły się rozwiązania takie jak segregacja odpadów, ogrody warzywne, zagrody dla zwierząt, ułsugi fryzjerskie, klinika itd.

Minął miesiąc i po ataku kilkutysięcy policjantów republikę siłą usunięto.

Pełna dokumentacja wraz z wycinkami prasowymi, dokumentami polityków, listami poparcia, ulotkami wytworzonymi w Republice w książce: Günter Zint, Caroline Fetscher: Republik Freies Wendland. Eine Dokumentation. Zweitausendeins, Frankfurt am Main 1980. A zdjęcia poniżej pochodzą z Umbruch-Bildarchiv (http://www.umbruch-bildarchiv.de/), autorem wszystkich jest Günter Zint:

1494b

1494w 1494f 1494d1494t1495l

go-stop-act

Jeśli ktoś poszukuje głębszego wglądu w taktyki ulicznego protestu, to doskonale nadaje się do tego książka Go. Stop. Act!  Die Kunst des kreativen Strassenprotestes (jeśli kto niemiecki jako tako zna). A w środku panorama rozmaitych środków, od znanych jak Reclaim the streets party czy Guerilla Theater, po nieco egzotyczne jak happeningi Urbane Panik (goście w Hamburgu przebierali się za służby mundurowe i kontrolowali pasażerów na dworcu, w proteście przeciwko nowej polityce czystości i kontroli na dworcach).
Rzecz jest fajnie wydana, ma przemyślaną i wywrotową szatę graficzną, klasyczną czcionkę (za co niestety nie można pochwalić polskiego wydania Buntu Miast Harvey’a, który podano w dość trudno czytywalnej wytłuszczonej czcionce, na dodatek z małymi marginesami – gdzie robić notatki??). Pod koniec każdego rozdziału linki do dalszych poszukiwań, oprócz tego archiwalna strona projektu współistniejąca z książką (tutaj: >>>).  Jak to mówimy w Szczecinie: przepiękna propozycja.
W ogóle jak wiadomo w Niemczech literatury tego rodzaju – na styku poradnika i analizy naukowej wydaje się bardzo dużo, począwszy od porad co robić, gdy leci krew z głowy podczas demonstracji, po wnikliwe i naprawdę w dziesiątkach liczone socjologiczne książki-analizy rozmaitych ruchów protestu.

2 czerwca 1967 roku w Berlinie była spora demonstracja przeciw wizycie Szacha Persji – Razy Pahlawiego, który przybył na operę Magiczny Flet do Berlińskiej Opery. w pewnym momencie protest z lekka wymknął się pod kontroli, część protestujących rozproszyła się, wśród nich Benno Ohnesorg. W niejasnych okolicznościach padły nagle strzały – Benno został zastrzelony przez nieumundurowanego policjanta. Wśród przeglądanych dzisiaj w archiwum zdjęć największe wrażenie zrobiło na mnie duża fotografia z Associated Press (z notatką z agencji prasowej pisaną na maszynie), na którym kobieta (pielęgniarka?) podtrzymuje mu głowę i z przerażeniem patrzy wprost w obiektyw. Na serii zdjęć widać, że długo leżał na ziemi i nieudzielano mu pomocy (karetka dojeźdżała ok. 40 minut i po drodze do szpitala zatrzymywała się kilkukrotnie).

Benno Ohnesorg zmarł w szpitalu, miał 27 lat, był żonaty, spodziewali się dziecka – ich syn Lukas urodził się już po śmierci ojca.

Benno_Ohnesorg

fot: Die Welt

Cała ta sytuacja to kawałek niemieckiej historii w pigułce. Śmierć Ohnesorga wywołała falę zamieszek w całych Niemczech, przyczyniła się też do radykalizacji ruchu studenckiego. Rok później (1968) protesty studenckie w Niemczech zagościły na masową skalę. Nieumundurowany zachodnioniemiecki policjant, który zastrzelił Ohnesorga, okazał się być po latach agentem Stasi i członkiem SED.  Sprawę badał Der Spiegel, wskazując na próbę zmuszenia personelu służby zdrowia do zafałszowania dokumentacji (skąd my to znamy?). Właściwie nie do końca wiadomo co się wydarzyło – policjant przez wiele lat mówił o obronie własnej, późniejsze śledztwa podważały jego wersję.Więcej do poczytania po polsku w artykule w RP (choć autor lekko przesadza, pisząc że to śmierć Benno przyczyniła się do powstania RAFu…)

Policjant żyje do dzisiaj, ma 86 lat, mieszka w dzielnicy Spandau w Berlinie.