kajdanek_sub_malaZ cyklu: polecanki, dzisiaj Suburbanizacja po polsku – autorstwa – co ty ukrywać – koleżanki po fachu, Katarzyny Kajdanek. Rzecz jest świetnie wydana, porażająca chłodem okładka i papier, który uwielbiam pasują do treści. Mocna lektura, pokazująca jakie piętno odciska wyprowadzka na peryferia w biografiach mieszkańców i ich codzienności. Dobrze się to czyta i duża w tym zasługa odwagi autorki, żeby wykorzystać metody badań jakościowych. To w socjologii miasta prawdziwa rzadkość: o ile jeszcze w pracach antropologizujących – nad tożsamością, postrzeganiem przestrzeni, doświadczaniem miejsc – nie są niczym niezwykłym, o tyle w pracach podejmujących „twarde” tematy, takie jak miejska ekonomia, problemy miejskiego transportu, zmiany demograficzne, „przeobrażenia  struktur społeczno-przestrzennych” dominują metody ilościowe. Tutaj natomiast mamy twardy, „pozytywistyczny” temat, do którego w sensowny sposób zatrudniono metody jakościowe (żeby nie było tak różowo: nie mogłem tylko znaleźć nigdzie informacji o liczbie przeprowadzonych wywiadów, gdzieś rozbudowany opis metodologiczny się zapodział…).

Problem jest ciekawy: ok, ludzie wyprowadzają się powiedzmy ze Szczecina do powiedzmy gminy Dobra, Mierzyn, Kołbaskowo i conieco wiemy już o motywach i konsekwencjach takiej migracji. Ale co powoduje, że mieszkańcy np. Goleniowa czy Choszczna decydują się na wyprowadzkę na przedmieścia, można by zapytać – co to za zmiana? I o tym właśnie jest ta książka. Wyprowadzka z miast małych i średnich ma inny charakter niż podmiejska ucieczka z wielkiego miasta – nie ma tutaj, jak pisze autorka, tak silnej motywacji antymiejskiej i prowiejskiej. Ale konsekwencje mogą być podobne – te dla psychiki, dla życia rodzinnego, dla więzi społecznych, dla pogłębienia się kryzysu miast, także tych mniejszych.

Dla mnie najciekawsze są kwestie niezadowolenia i roszczeń. Mieszkańcy przedmieść (i dużych i małych miast) mają pretensje do władz gminy: najczęściej są to kwestie jakości życia i podmiejskiej infrastruktury, czasami podnoszą kwestie obywatelskości i udziału w procesach decyzyjnych. O ile jednak ruchy miejskiej w Polsce próbują przekroczyć lokalność swoich żądań i szukają porozumień (czego przykładem jest oczywiście Kongres Ruchów Miejskich), o tyle roszczenia mieszkańców przedmieść (zwłaszcza dużego miasta) nie przekładają się ani na powstanie podmiejskich ruchów społecznych ani na poszukiwania wspólnoty problemów. Może brak zakorzenienia, przewaga egoistycznych interesów wykluczają zbudowanie wspólnoty politycznej? Może mieszkańcy suburbiów skazani są na „podmiejską obojętność”?

K. Kajdanek (2012), Suburbanizacja po polsku, Nomos: Kraków >>>

Reklamy