You are currently browsing the monthly archive for Kwiecień 2013.

img_0021_600_450

Autor, Ilustrator, Redaktor. Zdjęcie: ŁDK. Pełna relacja tutaj

Reklamy

PrzechwytywanieBardzo dobry artykuł Filipa Łobodzińskiego na temat dyskutowanych właśnie zmian w prawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Zgadzam się, że w większości przypadków spółdzielnie są lepsze niż wspólnoty, bo czasami większa centralizacja podejmowanych decyzji może mieć pozytywne skutki, zwłaszcza przy zasobach rzędu kilku tysięcy mieszkań. Jak to zwykle bywa, popularny jest :wolnorynkowy: argument, że prywatyzacja zasobów spółdzielczych jest lekiem na wszystkie niedoskonałości spółdzielni (przed chwilą w TVN leciał typowy materiał poglądowy, z tymi samymi argumentami, jakie pojawiają się w walce z PZD: „państwo w państwie”, „brak kontroli”, „kolesie” itd.). A może wystarczyłoby wprowadzić te zmiany, o których mówi Łobodziński: może nie tyle mniej centralizacji, co więcej przejrzystości? Wszystko wskazuje na to, że żeby zaproponować coś sensownego w sprawie polityki mieszkaniowej, trzeba być jak Łobodziński człowiekiem kultury: tłumaczem, muzykiem, autorem tekstów… I jak tu oddzielać literaturę od zmiany społecznej?

Pamiętam, kiedy pojawili się w latach 90-tych, wtedy – królowie egzotyki, przyciągali tłumy. Dość szybko pojawił się pierwszy moment odczarowania, kiedy przyglądałem się jak rozstawiają sprzęt z półplaybackiem, jak fletnista po wypaleniu papieroska zakłada przebranie. A potem już byli wszędzie, moda na Fletnię Pana słabła i Indianie z Ekwadoru (?) przyciągali coraz mniej ludzi. Wreszcie, jak pokazuje powyższy film z 2009 roku, wylądowali z występem pod Trasą Zamkową (choć także jest video z występów w Szczecinie w bardziej reprezentacyjnych miejscach), co jest w sumie obrazem upadku.

Gdybym miał tworzyć galerię ikonicznych postaci polskiego przełomu (i jednocześnie pierwsze psychologiczne ofiary eksplozji kapitalizmu) po 89 roku, to obok akwizytorów i szczękowych handlarzy byliby to właśnie grający Indianie.

„(…) Przemoc była stałym fragmentem rzeczywistości lat międzywojennych. Wszyscy bili wszystkich o wszystko: endecy bili socjalistów i komunistów, ci zgodnie bili endeków; w międzyczasie bili się między sobą. U Żydów syjoniści bili się z bundowcami i komunistami, w przerwach solidarnie bili endeków i sami byli prze nich bici”. (Tomasz Marszałkowski, Zamieszki, ekscesy i demonstracje w Krakowie 1918-1939, Kraków 2006, s. 9)

demonstracje

Warszawa, listopad 1931, Demonstracje antyżydowskie studentów Uniwersytetu Warszawskiego, Sygnatura NAC: 1-N-3579-6

plakat_KOWALEWSKI

A dzisiaj do obejrzenia (dzięki nieocenionej stronie Sediny) przepiękny film z lat 90-tych, promujący Szczecin. Jak wiadomo, materiały promocyjne rzucają trochę światła na to, jakie jest wyobrażenie idealnego miasta – z perspektywy władzy, ale też z perspektywy mieszkańców.  Z roku na rok moje wątpliwości, co do mocy oddziaływania tego typu materiałów rosną. Taka klasyczna foucaltowska perspektywa „władzy patrzenia i sądzenia” jest zbyt prosta, żeby była prawdziwa. Idealny obraz miasta powstaje nie tylko dzięki pocztówkom, folderom, czy filmom wydziałów promocji, nazywanych pieszczotliwie wydziałami propagandy. Wizualność to jedynie część dyskursu.

Ciekawiej jest badać takie obrazy w duchu Žižka: jako reprezentacje tego co realne, a nie wirtualne. Może więc film jak ten nie jest tylko pobożnym życzeniem, prezentacją wirtualnego marzenia, ale raczej realnością Szczecina tamtych lat. Inscenizowane sceny giełdy Zachodniopomorskiej (8:11) pokazują najistotniejsze cechy miasta początku lat 90-tych: inscenizację wielkiego biznesu, udawanie prężnej metropolii portowej, której najważniejszym zasobem jest jednak przemysł rozrywkowym. W początkach ósmej minuty Szczecin jest przedstawiony jako miasto młodych ludzi, przed którymi stoi olbrzymia szansa – i sceny te ilustrowane są obrazkami z restauracji, ujęciami pracy kelnera. To nie jest abstrakcja, to dokument o błyskotliwych karierach gospodarczych (i czasem przestępczych) młodych kelnerów, gastronomików, cinkciarzy, wykidajłów, postaci które zmieniły oblicze szczecińskiej ziemi, tej ziemi. To jest opowieść o prawdziwym obliczu Szczecina z początku lat 90-tych, w którym wielu aktorów odgrywających później istotną rolę w mieście (w polityce, biznesie), skorzystało ze wspaniałych możliwości początku przełomu. Nie przypadkiem więc film kończą sceny z dyskoteki, naszego ważnego produktu eksportowego, ważnego składnika naszej tożsamości, rozpoznawalności w kraju i zagranicą przez takie miejskie ikony jak Sorrento, Bajka, Kaskada, Miami Nice, Imperium (licząc od najstarszych do najświeższych karier), dzięki którym albo kształtowała się miejska kultura muzyczno-uliczna (Sorrento) albo wyrósł dziki szczeciński kapitalizm (pozostałe) i ukształtował się sposób myślenia o robieniu interesów i polityki w tym mieście. Na długie lata