Pamiętam, kiedy pojawili się w latach 90-tych, wtedy – królowie egzotyki, przyciągali tłumy. Dość szybko pojawił się pierwszy moment odczarowania, kiedy przyglądałem się jak rozstawiają sprzęt z półplaybackiem, jak fletnista po wypaleniu papieroska zakłada przebranie. A potem już byli wszędzie, moda na Fletnię Pana słabła i Indianie z Ekwadoru (?) przyciągali coraz mniej ludzi. Wreszcie, jak pokazuje powyższy film z 2009 roku, wylądowali z występem pod Trasą Zamkową (choć także jest video z występów w Szczecinie w bardziej reprezentacyjnych miejscach), co jest w sumie obrazem upadku.

Gdybym miał tworzyć galerię ikonicznych postaci polskiego przełomu (i jednocześnie pierwsze psychologiczne ofiary eksplozji kapitalizmu) po 89 roku, to obok akwizytorów i szczękowych handlarzy byliby to właśnie grający Indianie.

Reklamy