PrzechwytywanieBardzo dobry artykuł Filipa Łobodzińskiego na temat dyskutowanych właśnie zmian w prawie o spółdzielniach mieszkaniowych. Zgadzam się, że w większości przypadków spółdzielnie są lepsze niż wspólnoty, bo czasami większa centralizacja podejmowanych decyzji może mieć pozytywne skutki, zwłaszcza przy zasobach rzędu kilku tysięcy mieszkań. Jak to zwykle bywa, popularny jest :wolnorynkowy: argument, że prywatyzacja zasobów spółdzielczych jest lekiem na wszystkie niedoskonałości spółdzielni (przed chwilą w TVN leciał typowy materiał poglądowy, z tymi samymi argumentami, jakie pojawiają się w walce z PZD: „państwo w państwie”, „brak kontroli”, „kolesie” itd.). A może wystarczyłoby wprowadzić te zmiany, o których mówi Łobodziński: może nie tyle mniej centralizacji, co więcej przejrzystości? Wszystko wskazuje na to, że żeby zaproponować coś sensownego w sprawie polityki mieszkaniowej, trzeba być jak Łobodziński człowiekiem kultury: tłumaczem, muzykiem, autorem tekstów… I jak tu oddzielać literaturę od zmiany społecznej?

Reklamy