Coraz więcej zewsząd dowodów na to, że nie takie miasto silne jak by się wydawało. Paweł Kubicki analizując Kraków, mówi m. in. o zabójczym dla autonomicznej polityki miejskiej wpływie administracji centralnej (dzięki P. Pieczyński za podesłanie linka). Ja do tego bym dodał jeszcze rosnące wpływy regionu, w którym zaczyna się koncentrować kapitał do podziału w ramach środków unijnych i to tam zapadają kluczowe decyzje. W świecie, w którym miasta są w kryzysie, a państwo narodowe też traci swoją siłę, województwa/regiony liczą się coraz bardziej. O ile oczywiście mają własny kapitał, jeśli nie własny w sensie ścisłym, to chociaż transferowany „z góry”. Urzędy marszałkowskie, wojewódzkie urzędy pracy, agencje rozwoju regionalnego, spółki z udziałem samorządu województwa – to coraz ważniejsi aktorzy na scenie politycznej i gospodarczej, pozbawiające miasto decyzji w ramach polityki lokalnej (dlatego też coraz więcej spektakularnych sporów na osi władze samorządu województwa i miasta np. we Wrocławiu).

Innym przykładem słabości miasta jest polityczna pozycja Majdanu i Kijowa w ogóle, które w zderzeniu z globalną i agresywną polityką Rosji okazuje się być bezradne. Skalarność (gmina, region, państwo, globalność) niestety w takich trudnych sytuacjach okazuje się być bezlitosną logiką, wbrew temu co pisała Engin Isin w eseju o krytyce takiego podejścia.

Advertisements