Zakupiony na wyprzedaży w Książnicy Pomorskiej album o miastach NRD i ich centrach (wspaniała lektura za jedną złotówkę w sensie ścisłym) u większości oglądających przynosi skojarzenia z centrami miast Polski, Czech i pozostałych rajów bloku. I oczywiście przynosi pytania o porównanie miasta socjalistycznego z krytykowanym neoliberalnym miastem współczesnym, zdominowanym przez kapitalizm, zorientowanych na zysk, także w działaniach władz, ciągle „szukających inwestorów”, a nie znajdujących mieszkańców.
Jak w takim razie interpretować sytuację miast powstałych przed epoką kapitalizmu, w reżimach feudalnych lub nawet wcześniej? I co – właśnie – z miastami socjalistycznymi, które nie miały (pozornie?) wiele wspólnego z kapitalizmem? Czy niesprawiedliwość miast socjalizmu i ich dehumanizacja, nieużyteczność w wielu obszarach wynikały z faktu „niewłaściwej odmiany socjalizmu” czy może z podporządkowania przestrzeni miejskiej ideologii władzy? Nie jestem w grupie potępiających wszystko z miast przed 1989 rokiem, życie w mieście socjalizmu dawało przecież niektórym stabilizację, wiele rozwiązań było lepszych niż dzisiaj. Ale też daleki jestem od naiwnego „założenia były słuszne, ale realizacja…” Za dużo czytałem, za dużo pamiętam.
Miejsca centralne i reprezentacyjne przedstawione w albumie o NRD są trochę mylące. Monstrualne siedziby władz, gigantyczne place udają przestrzeń publiczną i nie mówią nam wszystkiego o mieście socjalistycznym. Czy miasta „nie dla zysku” są automatycznie „miastami dla ludzi”? – piszą o tym m.in. w ciekawej dyskusji Peter Marcuse i Bruno Flierl. Jeśli weżmiemy pod uwagę jakość architektury, transport zbiorowy, dostępność mieszkań, jakość przestrzeni wypoczynku, wpsółodpowiedzialność, partycypację mieszkańców, to z oceną miasta socjalistycznego jest bardzo różnie. Jeśli zestawimy niezłe przestrzenie rekreacji z jednej strony, ale mieszkanie jako towar reglamentowany (a nie jako prawo) i transport zbiorowy jako koszmar z drugiejm to bilans nie wypadnie wcale jednoznacznie. Miejskie planowanie wielokrotnie ignorujące potrzeby mieszkańców, kontra pewna (?) praca na horyzoncie i duża ilość terenów zielonych (tylko w Szczecinie?). W ogólnym rozrachunku: miasta dla władzy, nie dla ludzi, jak piszą Marcuse i Flierl.

IMG_3247 IMG_3176

IMG_3177

G. Krenz et. al. (1969), Städte und Stadtzentren in der DDR: Ergebnisse und reale Perspektiven des Städtebaus in der DDR, Verlag für Bauwesen, Berlin

Reklamy