You are currently browsing the monthly archive for Wrzesień 2014.

To jasne, że bezpartyjni tak samo jak partyjni mogą być głupi, obłudni i szkodliwi. Bezpartyjność nie gwarantuje kompetencji, uczciwości, zaangażowania, to wiem. Ale partyjność też tego nie gwarantuje. Ale bezpartyjni są czasem tak naprawdę członkami partii interesów, nawet jeśli nie jest ona nigdzie zarejestrowana. Zawsze powtarzam, że partia to nie konkretna formacja, ale stan umysłu w którym a) przynależność do jakiejś organizacji wiąże się z nieuzFile:1912How They're Acting.jpgasadnionymi przewagami nad resztą obywateli, b) poczucie siły wynikającej z tej przynależności zmienia ego/moralność na gorsze I nie ma znaczenia, czy mówimy o PZPR, PO czy PiS, chodzi raczej o to, ze dowolna organizacja może stać się partią w sensie opisanym wyżej.

Partia nie jest jedyną strukturą, która sprzyja budowaniu szkodzących grup interesu. No jasne, że nie, tak samo podatne są na to kręgi znajomych (np. wywodzące się z jednego środowiska intelektualnego czy formacyjnego), organizacje pozarządowe, itd. itp. Przegięcie partii na szczeblu lokalnym (wiem, nie wszędzie, nie zawsze) w Polsce sprawia jednak, że już gra toczy się zupełnie poza „zwykłymi” wyborcami. Głosują przecież członkowie partii i wyciągający z niej rozmaite korzyści, więc prowadzi się kampanie w zasadzie dla przyzwoitości. Tak jak mówiłem w PR Szczecin przy ostatnich wyborach lokalnych, to jest gra, w której ja jestem politykom do niczego niepotrzebny. I to jest m. in. powód, dla którego do rad miasta startują społecznicy, deklarujący się jako bezpartyjni.

Ciekawe czy wyborcy się jeszcze w tym orientują, bo przecież w Szczecinie są co najmniej trzy komitety bezpartyjnych, w innych miastach jest pewnie podobnie. I w tych lokalnych przykładach bezpartyjność i obywatelskość jest wykorzystywana jako etykietka marketingowa, tak samo dzieje się przecież z „niezależnością”, „zaangażowaniem” itd. Ale zakładamy (mam nadzieję że nie naiwnie), że ruchy miejskie i ich bezpartyjność to jest wyraz właśnie szerszego: zniechęcenia, zniesmaczenia, niechęci do brania udziału w kolesiostwie itd. Tego wszyscy się uczymy, ale kandydowanie to jest utopijny marsz przez instytucje. Wolno chyba mieć takie marzenie?

Reklamy

SM0_2-16407

Smok jako reklama, Nowy Jork 1942, Archiwum NAC, syg. 2-16407

Mój komentarz do tekstu Adama Zadwornego o bezpartyjnych kandydatach, zamieszczony w GW Szczecin:

Adam Zadworny celnie wskazuje, że bezpartyjność stała się modnym hasłem tegorocznych wyborów lokalnych. Szczególnie widać to w dużych miastach, gdzie rządzący nie tylko występują pod szyldami bezpartyjnych (lub wciągają takich kandydatów na listy), ale też przejmują od bezpartyjnych ruchów społecznych dobre pomysły, hasła i sposoby komunikacji z wyborcami. Mamy do czynienia z prawdziwą inflacją bezpartyjności, ale za to obywatelskości, czyli włączania mieszkańców w politykę, ciągle jest niewiele. Dlatego w całej Polsce do gry wkroczyły komitety ruchów miejskich, sprzeciwiające się chaosowi miejskich inwestycji, oderwaniu polityków lokalnych od spraw zwykłych obywateli.

Spotykamy się czasami z takim zarzutem, że społecznicy rwą się do władzy, że chcą stanowisk… To dobrze pokazuje, że ciągle myśli się o radzie miasta jako o miejscu, w którym rozdaje się miejsca pracy, dzięki któremu partie polityczne i grupy interesu mogą rozdzielać wpływy. Ruchów miejskich taka strategia w ogóle nie interesuje i chyba to jeszcze ciągle trudno zrozumieć niektórym wyborcom. W całej tej historii z ruchami miejskimi chodzi przede wszystkim o to, żeby robić politykę lokalną na własnych zasadach, nawet jeśli to oznacza niewielkie szanse w wyborach. Komitet Wygrajmy Szczecin, w którego prace się włączyłem, wykonuje właśnie taką nieco straceńczą misję. Nawet jeśli nasze konferencje wyglądają nieprofesjonalnie a nasze poruszanie się po świecie mediów jest nieco nieporadne, to jest to dla nas wszystkich bardzo lekcja, robienia czegoś wspólnie, poza istniejącymi siłami politycznymi, poza istniejącymi układami. I muszę powiedzieć, że wspólna obywatelska praca od podstaw z innymi jest czymś wspaniałym.

Zaczynamy od komitetu wyborczego i – nawet jeśli nasz start w wyborach do rady miasta zakończy się porażką – będziemy dalej budować środowisko osób myślących o mieście podobnie jak my. O mieście, w którym sprawy dzielnic i wspólnot lokalnych są równie ważne jak spektakularne miejskie inwestycje. W którym aktywność obywatelska a nawet protest nie będą grą polityczną, ale autentyczną pracą dla mieszkańców. Mamy nadzieję, że będziemy dobrym przykładem zaangażowania dla innych, niezadowolonych ze sposobu uprawiania lokalnej polityki w Szczecinie. I wszyscy na tym wygramy.

IMG_1943

MAR 971 50

Braliśmy udział w ogólnopolskiej akcji ZIELONA OAZA PARKuj z nami. Więcej miejsc do siedzenia, więcej zieleni w miastach!

IMG_4196

Stacja benzynowa Shell, Szczecin (2014), fot. własne

wygsz

Jestem w Komitecie Wyborczym Wygrajmy Szczecin. Sam nie kandyduję, ale popieram, pomagam, uczestniczę. Wreszcie w Szczecinie istnieje zorganizowana grupa, która chce zmieniać miasto razem z mieszkańcami, inaczej niż do tej pory. Oczywiście teraz obywatelskość, partycypacja rowery itd. są u wszystkich w programie, nawet kandydat PiS na prezydenta chwali się że jeździ rowerem. Ale przyjrzyjcie się jak wygląda nasz program i zobaczycie, że to zupełnie się nie mieści w pomysłach na Szczecin innych komitetów. Jesteśmy częścią większą całości, podobnie jak mieszkańcy wielu miast w Polsce chcemy mieć wpływ na sprawy w mieście – ale nie z pozycji grupy narzekaczy czy organizacji pozarządowej w najlepszym wypadku, ale z pozycji opozycji wewnątrz rady.

Nasza strategia jest odwrotna od typowej, tzn. najpierw organizujemy się formalnie i od tego chcemy rozpoczynamy przekonywanie mieszkańców, że można walczyć o swoje prawa. A zatem: od komitetu do ruchu społecznego. Wspierajcie nas! http://wygrajmyszczecin.pl/

IMG_4150

Gmach Banku Pekao BP,  Szczecin (2014), fot. własne

IMG_4146

Afisz Teatru Polskiego na Deptaku Bogusława, Szczecin (2014), fot. własne

IMGP6610Artyści zdają sobie sprawę z inwazyjności własnych działań i czasami próbują włączać mieszkańców w proces konsultacji przed powstaniem dzieła bądź też w proces jego tworzenia. Ale jeśli nawet spory o pomniki w przestrzeni miejskiej są wciąż żywe, to trudno oczekiwać, żeby nowoczesna sztuka ulicy nie budziła społecznego sprzeciwu. Sprzeciw ten często przekracza granice wyrażanego werbalnie niezadowolenia i przybiera postać aktów wandalizmu. Czy zatem zniszczenie dzieła sztuki może być rozpatrywane jako świadoma odmowa uczestnictwa w kulturze? Czy podpalenie rzeźby jest tylko wandalizmem, czy może formą dialogu ze sztuką?

Więcej: https://www.academia.edu/8203840/Kowalewski_M._2013_Wandalizm_jako_forma_oporu_wobec_wspolczesnej_sztuki_ulicy

Opisanym przypadkiem w tekście jest podpalenie rzeźby Moniki Szpener. Daję słowo, pisałem to, zanim zaczęła się warszawska heca z tęczą na pl. Zbawiciela. Byłoby jeszcze ciekawiej…

(fot. dzięki Open Mind)

 

IMG_4100

Warzywniak, Szczecin, ul. Krasińskiego (2014), fot. własne

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„pociąg był mniej dyskretny i nadal takim pozostaje. Linia kolejowa, często wytyczana na tyłach zabudowań tworzących aglomerację, zaskakuje mieszkańców prowincji w ich intymnym zaciszu codziennego życia, już nie od strony fasady, lecz od ogrodu, kuchni czy sypialni.” (M. Auge, Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, Warszawa 2010, s. 67). Fot. własne, miejscowości nadmorskie 2010.

Reklamy