To jasne, że bezpartyjni tak samo jak partyjni mogą być głupi, obłudni i szkodliwi. Bezpartyjność nie gwarantuje kompetencji, uczciwości, zaangażowania, to wiem. Ale partyjność też tego nie gwarantuje. Ale bezpartyjni są czasem tak naprawdę członkami partii interesów, nawet jeśli nie jest ona nigdzie zarejestrowana. Zawsze powtarzam, że partia to nie konkretna formacja, ale stan umysłu w którym a) przynależność do jakiejś organizacji wiąże się z nieuzFile:1912How They're Acting.jpgasadnionymi przewagami nad resztą obywateli, b) poczucie siły wynikającej z tej przynależności zmienia ego/moralność na gorsze I nie ma znaczenia, czy mówimy o PZPR, PO czy PiS, chodzi raczej o to, ze dowolna organizacja może stać się partią w sensie opisanym wyżej.

Partia nie jest jedyną strukturą, która sprzyja budowaniu szkodzących grup interesu. No jasne, że nie, tak samo podatne są na to kręgi znajomych (np. wywodzące się z jednego środowiska intelektualnego czy formacyjnego), organizacje pozarządowe, itd. itp. Przegięcie partii na szczeblu lokalnym (wiem, nie wszędzie, nie zawsze) w Polsce sprawia jednak, że już gra toczy się zupełnie poza „zwykłymi” wyborcami. Głosują przecież członkowie partii i wyciągający z niej rozmaite korzyści, więc prowadzi się kampanie w zasadzie dla przyzwoitości. Tak jak mówiłem w PR Szczecin przy ostatnich wyborach lokalnych, to jest gra, w której ja jestem politykom do niczego niepotrzebny. I to jest m. in. powód, dla którego do rad miasta startują społecznicy, deklarujący się jako bezpartyjni.

Ciekawe czy wyborcy się jeszcze w tym orientują, bo przecież w Szczecinie są co najmniej trzy komitety bezpartyjnych, w innych miastach jest pewnie podobnie. I w tych lokalnych przykładach bezpartyjność i obywatelskość jest wykorzystywana jako etykietka marketingowa, tak samo dzieje się przecież z „niezależnością”, „zaangażowaniem” itd. Ale zakładamy (mam nadzieję że nie naiwnie), że ruchy miejskie i ich bezpartyjność to jest wyraz właśnie szerszego: zniechęcenia, zniesmaczenia, niechęci do brania udziału w kolesiostwie itd. Tego wszyscy się uczymy, ale kandydowanie to jest utopijny marsz przez instytucje. Wolno chyba mieć takie marzenie?

Advertisements