IMG_4588Jeszcze jesteśmy przed oficjalnymi wynikami. Nie wiemy jak nasz komitet wypadł w wyborach? Jak powiodło się obywatelskim komitetom w różnych miastach Polski? Wszyscy pytamy „co dalej?” i dotyczy to zarówno tego, co będzie się działo z nami jak i tego, co będzie się działo z ruchem miejskim w skali całego kraju i w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych. Jutro/pojutrze się okaże, czy „stara” ordynacja wyborcza w dużych miastach (na prawach powiatu) była bezlitosna i czy przekroczenie progu wyborczego dało małym ugrupowaniom jakiekolwiek miejsca w radzie miejskiej.

Ruchy miejskie (RM), mimo znanych wyjątków, miały generalnie dobrą prasę w końcówce kampanii. Osobom do tej pory nie interesującym się polityką pokazywało to, że istnieje alternatywa i dotyczy nie tylko miast, ale jest (?) nowym obywatelskim przebudzeniem. Chociaż sporo ekspertów wypowiadało się na ten temat miejskich aktywistów, to rzadziej zauważano, że to co się dzieje w miastach jest zaledwie namiastką zaangażowania mieszkańców wsi – „niewidocznych” w opiniotwórczej prasie. Warto pamiętać, że ruchami wiejskimi kierują głównie kobiety i to one są motorem zmian obywatelskich na wsi, więc jeśli więcej kobiet włączy się w ruchy miejskie, to jest szansa na realną zmianę. W relacjach ze sztabów wyborczych pojawiali się głównie mężczyźni, wybory komentowali tylko mężczyźni itd.

Pojawiają się też pytania, czy możliwe jest utworzenie ogólnopolskiej partii miejskiej, która mogłaby wystartować w przyszłorocznych wyborach. IV Kongres Ruchów Miejskich być może przyniesie odpowiedź na te pytania, o ile wciąż będą chętni, żeby je zadać. Największa trudność w takim zadaniu dotyczy przełamywania „wąskich interesów” – klasy społecznej, miasta, dzielnicy. Zarzut, że RM są partią „młodych, bezdzietnych, jeżdżących na rowerze aktywistów” jest złośliwy, ale i jest w nim ziarno prawdy, bo w programach nie zawsze są uwzględniane interesy wszystkich użytkowników miasta. Nie widać seniorów, nie widać rodzin z dziećmi – nawet jeśli one są (a przecież są) zaangażowane w działalność RM, to nie są na pierwszym planie i to jest z pewnością błąd, bo powinniśmy pokazywać, ze sfera polityki jest dostępna dla każdego, nie tylko dla zawodowych aktywistów i społeczników. Jeśli przyłącz się nie tylko kobiety ale i „siwiejący wkurzeni mieszczanie” to RM staną się jeszcze poważniejszą siłą społeczną. I jeśli partie rządzące będą widziały w tym realne zagrożenie, to będą próbowały różnych strategii: kooptacji, kopiowania programów ruchów miejskich, czy nawet wcielania niektórych postulatów (tak!) itd. To zresztą już się działo podczas kampanii samorządowej.

A co lokalnie, co dalej z Wygrajmy Szczecin? Myśmy wystartowali – jako grupa – tak naprawdę od punktu zero, do tej pory działaliśmy i zajmowaliśmy się sprawami miejskimi w większości niezależnie od siebie. Dlatego też nasza strategia od początku miała trajektorię: od komitetu wyborczego do ruchu społecznego. Start w wyborach to była dla nas okazja do poznania się, wspólnej pracy, krystalizacji rozrzuconych wcześniej poglądów. Do zdobycia rozgłosu i poszerzania poparcia.

Pierwszy moment spontanicznej aktywności już za nami i teraz trzeba się zastanowić, czy instytucjonalizujemy nasze zaangażowanie? Czy dalej jesteśmy nieformalną grupą i opieramy się o pozastrukturalne aktywności? Niewiadomych jest zresztą więcej, i w najbliższych tygodniach będziemy nad tym pracować. Na przykład – jak długo uda się pogodzić odmienne poglądy członków ruchu? Są u nas i konserwatyści i zwolennicy obrony praw zwierząt, ekolodzy i skłaniający się ku radykalnej wolności gospodarczej. Łączy nas postulat obywatelskości/kontroli władzy w mieście i chęć odzyskiwania miasta zawłaszczonego przez partie i grupy interesu. Mamy nadzieję, że to będzie ważniejsze, niż istniejące różnice w sprawach pozamiejskich.
Zresztą szukanie porozumień jest chyba jedyną opcją dla RM – już po zarejestrowaniu naszego komitetu okazało się, że startują jeszcze (choć nie zawsze z listami zarejestrowanymi w skali całego miasta) trzy obywatelskie komitety. Wydaje się, że organizowanie lokalnych kongresów ruchów miejskich na pół roku przed wyborami, byłoby dobrym pomysłem na szukanie koalicji – byłaby okazja, żeby zbadać, kto planuje start, kto ma podobne poglądy. Tak czy siak, niezależnie od wyniku, wchodzimy w kolejny etap pracy.

Reklamy