angrylucydecalJuż się zaczęły pierwsze bilanse obecności ruchów miejskich w wyborach samorządowych, dokładam się do tych bilansów i ja, tym razem w planie trochę szerszym, w oderwaniu od tego, co w Szczecinie. Na pewno pojęcie ruchu miejskiego (RM) zrobiło sporą karierę, co spowodowało rzecz jasna dalsze rozmywanie pojęcia, z którym już i tak było sporo kłopotów definicyjnych. Teraz jednak RM stał się w publicystyce i „języku naturalnym” szyldem, który opisuje już nie tylko obywatelskie zaangażowanie, ale też inicjatywy wyborcze, niby-bezpartyjne ugrupowania, a nawet wszelkie przygruntowe aktywności, byle by były ukierunkowane na miasto. Już tylko czekam, aż narodowcy, gwardie strzeleckie, środowiska patriotyczne, lokalni przeciwnicy in vitro zaczną mówić o sobie jako o ruchach miejskich… Ale czy rzeczywiście nie mają do tego prawa? Czy szyld RM ma być zastrzeżony tylko dla inkluzywizmu, a ci, którzy domagają się wykluczania i ograniczania praw innych, powinni być opisywani jakoś inaczej? Ale czy „lobby rowerowe” tak chętnie utożsamiane z RM nie domaga się ograniczania praw auciarzy?Takich dylematów pewnie nie mają miejscy aktywiści, którzy nie tyle dopisali się do RM w ostatnim czasie, ale współtworzyli te ruchy i działali od wielu lat. Im szyldy nie są do niczego potrzebne.

Pytanie ciekawsze dotyczy jednak tych, którzy pojawili się pod hasłem RM niedawno, zrobili pierwszy krok w samorządowej polityce, spróbowali sił i przegrali. Słynne „co robić?” w tym wypadku jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej że przed nami druga tura wyborów prezydenckich i wielu wypadkach trzeba opowiedzieć się za nieswoim kandydatami. Bo przecież udział w wyborach wziąć trzeba, jeśli się tak bardzo wszystkich do tego namawia. Bo trzeba nagle być pragmatycznym i nie można pozwolić sobie na gesty artystyczne czy absencję. Bo polityka to nie zabawa, to nie przedszkole – takie argumenty padają w dyskusjach internetowych, właśnie w odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Już jest po romantyzmie, wspólnym zrywie, spontaniczności, teraz już tylko realna polityka? Nie za bardzo to do mnie trafia, bo jednak rys anty-systemowy, projekt nowego udziału w polityce, nowych zasad debaty, nowych standardów itd. przyciąga mnie (i nie tylko mnie) do ruchów miejskich bardziej, niż szanse na bycie atrakcyjnym dodatkiem do elit władzy. To wszystko dokłada się do rozczarowania i do odczarowania ruchów miejskich, które chwilowo chyba nie są tak bardzo glamour, jak 3 tygodnie temu.

Kilka rzeczy jednak na pewno się udało. To co już teraz da się powiedzieć o zaistnieniu w wyborach samorządowych, to poprawa wizerunku lokalnych aktywistów i przejmowanie niektórych postulatów przez „wielkie psy”, wielkich graczy. Co więcej, nawet społecznicy stają się zasobem do wykorzystania także na listach partyjnych albo niby-bezpartyjnych. Nie tylko ocieplają wizerunek, ale stwarzają wrażenie pełnej demokratyczności, otwartości na współrządzenie…

two-facedNarzekaliśmy na odwrót mieszkańców od polityki, od zainteresowania sprawami publicznymi, i w wielu przypadkach ruchy miejskie były próbą zatrzymania tego odwrotu (spieprzoną w sporej części przez zamieszanie związane z liczeniem głosów, organizacją wyborów). I wygląda na to, że RM mogą okazać się w większym stopniu akademią obywatelskiego zaangażowania niż narzędziem zmiany lokalnej polityki. Jeśli celem jest poprawa miast i demokracji, to wszystko jest w porządku, ale jeśli dla kogoś celem było zdobycie władzy, „dostanie się”? Niektórym to się udało” i wśród tych, którzy z pomocą trampoliny RM dostali się do rad, mogą być przecież i ci, którzy za pół roku (wcześniej? Nigdy?) okażą się być zupełnie daleko od programów politycznych, pod którymi się podpisywali. Taki monitoring kandydatów z poparciem Porozumienia Ruchów Miejskich będzie z pewnością potrzebny. Jeśli przyłożyć cyniczny szablon i traktować ruchy miejskie jako sposób na zdobycie władzy/kariery, niemożliwej do zrealizowania w zabetonowanym lokalnym układzie społecznym (niekoniecznie politycznym, bo miejska polityka to częściej środowiska, kręgi, sieci niż partyjne struktury i hierarchiczne organizacje), to może okazać się, że pod dobrym szyldem u władzy znaleźli się niekoniecznie dobrzy zawodnicy.

Advertisements