You are currently browsing the category archive for the ‘Uncategorized’ category.

276430888b

„Mikropolis to fragment miasta uznawany za >>swój<< i część jego mieszkańców (…) również traktowani jako „swoi” (…) przenośnia wyrażająca najbliższy rzeczywistości i najprawdziwszy sposób kontaktu z miejskim środowiskiem” (s. 7). O zderzaniu się miejskiej codzienności z mitami i alegoriami miasta. Książka ciekawa, łącząca perspektywę osobistą z literaturą i wyobrażeniami o mieście. Andrzej Majer, Mikropolis. Socjologia miasta osobistego (Łódź 2015). Więcej o książce: tutaj

Reklamy

Szczecin (i nie tylko) prezentuje się wspaniale. City Art Posters to projekt, który przetwarza mapę twojego ulubionego miasta w nowoczesny plakat. Do obejrzenia i zamówienia tutaj: >>>

PL_Szczecin

DSCN0321Ważnym zadaniem na 2016 rok będzie realizacja projektu pt. Resakralizacja i desakralizacja przestrzeni miejskiej: porównanie przeobrażeń miejsc świętych w Polsce i Niemczech. Ponad 5 lat temu organizowaliśmy konferencję poświęconą przeobrażeniom przestrzeni sacrum w polskich miastach, której efektem była praca zbiorowa pt. Miasto i sacrum. Tym razem, chcieliśmy przyjrzeć się aktualnym trendów de/resakralizacji przestrzeni miejskiej, współczesnej Polski i Niemiec. Pole badań obejmuje zarówno „stare” przestrzenie święte, jak i nowo powstające przestrzenie mniejszości religijnych, w niektórych przypadkach kontestowane przez pozostałych mieszkańców. Jednym z naszych założeń jest zorganizowanie sieci badawczej i prezentacja wyników badań nad funkcjonującymi w odmiennych kontekstach społecznych i politycznych (Polski i Niemiec) przestrzeniami miejskiego sacrum. Call for Papers kierowaliśmy zarówno bezpośrednio do badaczy zajmujących się tą tematyką, jak i do szerszego grona potencjalnych autorów (pomagali nam w tym nasi niemieccy partnerzy z Akademie der Weltreligionen z UH i administratorzy portalu Urbanophil.net). Wśród efektów naszych prac będzie m. in. książka w języku angielskim – praca zbiorowa, która ukaże się w 2016 roku w jednym z niemieckich wydawnictw. Projekt jest finansowany ze środków Polsko-Niemieckiej Fundacji na Rzecz Nauki.
Ciekawą (chociaż nie jedyną) inspiracją był dla mnie projekt Matilde Cassani – uznanej architekt(ki), artystki która sportretowała nowojorrskie przestrzenie sacrum powstające w budynkach profanum. Jak opowiada Matilde,  w religii rzymsko-katolickiej w której się wychowywała przestrzeń święta kościoła była taką „od zawsze”. Jednak w Nowym Jorku, gdzie wielość religii zderza się z potrzebą powstawania „nowych” przestrzeni świętych napotkała na zjawiska inne, niż te znane z miast zachodniej Europy. oczywiście na starym kontynencie także powstają nowe przestrzenie święte (zwłaszcza w społecznościach muzułmańskich) – w starych hurtowaniach, nieczynnych sklepach czy nawet opustoszałych kościołach. Jednak w Nowym Jorku zróżnicowanie religii sprawia, że w nawet w jednej dzielnicy powstają zaimprowizowane świątynie kilku, kilkunastu różnych chrześcijańskich wyznań. Więcej o tym przedsięwzięciu można przeczytać tutaj >>>

IMG_6745

Miasta mają swój rytm, nie tylko dobowy, ale i roczny. Tylko nie ten wyznaczany festiwalami, rokiem budżetowym, czy nawet powrotami uczniów i studentów do miasta. Ale rytm wybijany wpływem pór roku, widoczny od poziomu systemu miejskiego, do poziomu miejskiego życia rodzinnego. Uruchomienie sieci grzewczych, dłuższy czas palenia się świateł ulicznych, kontraktowanie pracy do zgrabiania liści. Większa ilość infekcji. Zanikające nocne spacery i słabnące życie parkowe. Chowanie letnich ubrań, wyciąganie ubrań zimowych, robienie zapasów, szykowanie aut na zimę. Nowy sezon. Jesień w mieście.

crowdTelewizyjna relacja na żywo z demonstracji ulicznej to w dzisiejszych czasach norma. Ale można nowe media wykorzystać sensowniej do obsługi protestu. Platforma Crowdvoice.org powstała w celu zbierania obrazów, nagrań od świadków i uczestników protestów z różnych stron świata. Relacje z internetu, dziennikarstwo obywatelskie i treści z mediów oficjalnych połączone z doświadczeniami uczestników. Jak sami piszą na stronie, chodzi o skonsolidowanie, wzmocnienie, nagłośnienie i utrwalenie treści związanych z „głosem tłumów”. Wszystko jest użyteczne i pouczające, można to czytać tygodniami (chociaż oczywiście nie jest to jedyne cyfrowe archiwum oporu/walki/protestu). Przerażają tylko infografiki, na których liczba zabitych przedstawiona jest ładnie jako nagrobki z cyferkami. Trudne do przyjęcia są też kolorowe krzywe wzrostu liczby ofiar czy wykresy kołowe struktury demograficznej np. zabitych w wojnie w Syrii. Może to sedno współczesnego protestu właśnie, sproblematyzowanie protestu w socialmediowej estetyce, podporządkowanie ekonomii widzialności?

indeks

Już niebawem kolejny Kongres Ruchów Miejskich, tym razem bogatszych o wiedzę i doświadczenia z wyborów lokalnych. Do 9 sierpnia trwa rejestracja zgłoszeń (zewnętrznych) do udziału w IV KRM (18 – 20 września 2015 r.). Gospodarzem forum, z oczywistych powodów, jest Gorzów Wielkopolski.

Kacper Pobłocki, Amerykańska wiosna?

Bardzo dobry tekst o tle społecznym i politycznym aktualnych wydarzeń w Baltimore, o sytuacji miast Ameryki i o nawiązaniach do miejskiego protestu czarnoskórych mieszkańców w latach sześćdziesiątych  (które miały jednak większy zasięg i większą gwałtowność, dotyczyły jednak podobnych lokacji)

IMG_5451

„najczęściej z pomocy samorządu [komitetów blokowych i osiedlowych] korzystają osoby będące aktywistami lub posiadające w rodzinie aktywistów. (…) Natomiast bardzo rzadko zwracają się o pomoc czy tez interwencję mieszkańcy nie zaangażowani w żadne przedsięwzięcia komitetów”. Bożenna Chmielewska, Współgospodarzenie miastem. Z badań w Koszalinie, wyd. IZ, Poznań 1971, s. 225

Dzięki tropom podpowiedzianym przez Piotra Dwojackiego (dzięki!), ciąg dalszy miejskich odgłosów, tym razem mapa dźwięków Wrocławia, oparta silnikach Google Maps i Soundcloud, ale przede wszystkim na silniku twórców i użytkowników sieci. Projekt Dźwiękowa Mapa Wrocławia został uruchomiony w 2010 r. przez Olgę Kaniewską i Andrzeja Kopera i poświęcony jest sztuce field recording’u.

dmw

Dobry artykuł w The Guardian na teram historii i współczesności poszukiwań lepszego, bardziej sprawiedliwego społecznie miasta:

How to build a fairer city | Cities | The Guardian.

A 17th century engraving of the city of Milan.

4539Nowy numer pisma Stan Rzeczy poświęcony jest kulturze kontestacji. W środku m. in. mój tekst o karnawalizacji protestu.

Stan Rzeczy nr 2014/2(7). Teoria społeczna. Europa Środkowo-Wschodnia, spis treści: >>>

poradnikJak współpracować ze społecznością lokalną? Jakie znaczenie ma przestrzeń sąsiedzka? Jak aktywizować zanikające więzi sąsiedzkie? Czy mały projekt w kamienicy może dać efekty w skali całego miasta? Z cyklu polecanki: Poradnik i przykłady organizowania lokalnych mikroinicjatyw w przestrzeni miejskiej, plon projektu REkreacja, wydany przez Szczeciński Inkubator Kultury. Do pobrania tutaj:uwaga!_poradnik!

IMG_4897

IMG_4873

Wszystkiego dobrego na Święta i w Nowym Roku!

Ciekawy tekst Pawła Jędrala o nowej (?) filozofii walce ulicznej:

angrylucydecalJuż się zaczęły pierwsze bilanse obecności ruchów miejskich w wyborach samorządowych, dokładam się do tych bilansów i ja, tym razem w planie trochę szerszym, w oderwaniu od tego, co w Szczecinie. Na pewno pojęcie ruchu miejskiego (RM) zrobiło sporą karierę, co spowodowało rzecz jasna dalsze rozmywanie pojęcia, z którym już i tak było sporo kłopotów definicyjnych. Teraz jednak RM stał się w publicystyce i „języku naturalnym” szyldem, który opisuje już nie tylko obywatelskie zaangażowanie, ale też inicjatywy wyborcze, niby-bezpartyjne ugrupowania, a nawet wszelkie przygruntowe aktywności, byle by były ukierunkowane na miasto. Już tylko czekam, aż narodowcy, gwardie strzeleckie, środowiska patriotyczne, lokalni przeciwnicy in vitro zaczną mówić o sobie jako o ruchach miejskich… Ale czy rzeczywiście nie mają do tego prawa? Czy szyld RM ma być zastrzeżony tylko dla inkluzywizmu, a ci, którzy domagają się wykluczania i ograniczania praw innych, powinni być opisywani jakoś inaczej? Ale czy „lobby rowerowe” tak chętnie utożsamiane z RM nie domaga się ograniczania praw auciarzy?Takich dylematów pewnie nie mają miejscy aktywiści, którzy nie tyle dopisali się do RM w ostatnim czasie, ale współtworzyli te ruchy i działali od wielu lat. Im szyldy nie są do niczego potrzebne.

Pytanie ciekawsze dotyczy jednak tych, którzy pojawili się pod hasłem RM niedawno, zrobili pierwszy krok w samorządowej polityce, spróbowali sił i przegrali. Słynne „co robić?” w tym wypadku jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej że przed nami druga tura wyborów prezydenckich i wielu wypadkach trzeba opowiedzieć się za nieswoim kandydatami. Bo przecież udział w wyborach wziąć trzeba, jeśli się tak bardzo wszystkich do tego namawia. Bo trzeba nagle być pragmatycznym i nie można pozwolić sobie na gesty artystyczne czy absencję. Bo polityka to nie zabawa, to nie przedszkole – takie argumenty padają w dyskusjach internetowych, właśnie w odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Już jest po romantyzmie, wspólnym zrywie, spontaniczności, teraz już tylko realna polityka? Nie za bardzo to do mnie trafia, bo jednak rys anty-systemowy, projekt nowego udziału w polityce, nowych zasad debaty, nowych standardów itd. przyciąga mnie (i nie tylko mnie) do ruchów miejskich bardziej, niż szanse na bycie atrakcyjnym dodatkiem do elit władzy. To wszystko dokłada się do rozczarowania i do odczarowania ruchów miejskich, które chwilowo chyba nie są tak bardzo glamour, jak 3 tygodnie temu.

Kilka rzeczy jednak na pewno się udało. To co już teraz da się powiedzieć o zaistnieniu w wyborach samorządowych, to poprawa wizerunku lokalnych aktywistów i przejmowanie niektórych postulatów przez „wielkie psy”, wielkich graczy. Co więcej, nawet społecznicy stają się zasobem do wykorzystania także na listach partyjnych albo niby-bezpartyjnych. Nie tylko ocieplają wizerunek, ale stwarzają wrażenie pełnej demokratyczności, otwartości na współrządzenie…

two-facedNarzekaliśmy na odwrót mieszkańców od polityki, od zainteresowania sprawami publicznymi, i w wielu przypadkach ruchy miejskie były próbą zatrzymania tego odwrotu (spieprzoną w sporej części przez zamieszanie związane z liczeniem głosów, organizacją wyborów). I wygląda na to, że RM mogą okazać się w większym stopniu akademią obywatelskiego zaangażowania niż narzędziem zmiany lokalnej polityki. Jeśli celem jest poprawa miast i demokracji, to wszystko jest w porządku, ale jeśli dla kogoś celem było zdobycie władzy, „dostanie się”? Niektórym to się udało” i wśród tych, którzy z pomocą trampoliny RM dostali się do rad, mogą być przecież i ci, którzy za pół roku (wcześniej? Nigdy?) okażą się być zupełnie daleko od programów politycznych, pod którymi się podpisywali. Taki monitoring kandydatów z poparciem Porozumienia Ruchów Miejskich będzie z pewnością potrzebny. Jeśli przyłożyć cyniczny szablon i traktować ruchy miejskie jako sposób na zdobycie władzy/kariery, niemożliwej do zrealizowania w zabetonowanym lokalnym układzie społecznym (niekoniecznie politycznym, bo miejska polityka to częściej środowiska, kręgi, sieci niż partyjne struktury i hierarchiczne organizacje), to może okazać się, że pod dobrym szyldem u władzy znaleźli się niekoniecznie dobrzy zawodnicy.

Przegląd miejski o polityce społecznej i protestach | Heinrich-Böll-Stiftung Warszawa.

Strona główna

Zgodnie z tradycją chrześcijańską przechowywana w katedrze św. Piotra w Trewirze tunika jest tą samą tkaną szatą, o którą żołnierze rzucili los po ukrzyżowaniu Chrystusa (J, 19-24). Sceptyczny umysł odnajduje kilka konkurencyjnych tradycji, wskazujących na inne miejsca przechowywania świętej szaty Chrystusa: Argenteuil (Francja), czy Sweti Cchoweli (w mieście Mccheta, Gruzja). Jak czytamy na ulotce dostępnej w katedrze, żadne badania nie mogą potwierdzić autentyczności tuniki. Niemalże wprost powiedziane jest, że świętość relikwii istnieje w spojrzeniu i w myśli wierzącego. Projekt prezbiterium, sposób wyeksponowania umieszczonej tam sukni, stulecia powtarzanych rytuałów, a przede wszystkim odległość wiernych od relikwii są wyrazem świętości, wobec której nawet sceptyczny umysł raczej nie przechodzi obojętnie. Świętość miejsca jest nie tylko w myślach wierzącego, jest także w historii praktyk, w planie przestrzeni i dystansie, jaki dzieli nas od sacrum.

O miejscach świętych w politycznych praktykach, o desakralizacji i resakralizacji, o religijnym i niereligijnym sacrum w miastach Polski i Niemiec rozmawialiśmy wczoraj w Trewirze, podczas niemieckiego kongresu DGS w Trewirze. Mamy nadzieję, że z tekstów tam wygłoszonych powstanie książka.

IMG_2218 IMG_2211

IMG_2188

IMGP6610Artyści zdają sobie sprawę z inwazyjności własnych działań i czasami próbują włączać mieszkańców w proces konsultacji przed powstaniem dzieła bądź też w proces jego tworzenia. Ale jeśli nawet spory o pomniki w przestrzeni miejskiej są wciąż żywe, to trudno oczekiwać, żeby nowoczesna sztuka ulicy nie budziła społecznego sprzeciwu. Sprzeciw ten często przekracza granice wyrażanego werbalnie niezadowolenia i przybiera postać aktów wandalizmu. Czy zatem zniszczenie dzieła sztuki może być rozpatrywane jako świadoma odmowa uczestnictwa w kulturze? Czy podpalenie rzeźby jest tylko wandalizmem, czy może formą dialogu ze sztuką?

Więcej: https://www.academia.edu/8203840/Kowalewski_M._2013_Wandalizm_jako_forma_oporu_wobec_wspolczesnej_sztuki_ulicy

Opisanym przypadkiem w tekście jest podpalenie rzeźby Moniki Szpener. Daję słowo, pisałem to, zanim zaczęła się warszawska heca z tęczą na pl. Zbawiciela. Byłoby jeszcze ciekawiej…

(fot. dzięki Open Mind)

 

W Szczecinie działa już rower miejski i coraz więcej osób z nich korzysta, przynajmniej w tych godzinach, w których ja korzystam ze Śródmieścia. Rzuciłem gdzieś na FB (jestem nowy, jeszcze czuję ten przymus zabłyśnięcia żartem na fejsie), że to kolejny temat do badań i że nie mam siły. Gdybym 10 lat temu wziął się za ten temat, to raczej bym się zastanawiał jak bardzo to rozwija miasto, jaki to cudowny impuls, ukąszenie liberalne dałoby o sobie znać, to pewne. Dzisiaj, chociaż doceniam przewagę wy-pożyczania nad posiadaniem, to bliżej mi do perspektywy samotnych matek ze Śródmieścia i ten rower jako zdobycz cywilizacyjna już mnie tak nie cieszy. Rower do pożyczenia powinien być oczywistością, a nie sukcesem do odtrąbienia. Promocyjne zdjęcia próbuje mnie przekonać, że rower jest nie tylko dla młodych i zasobnych, że będzie bezpiecznie, że wszystko się uda. A może komuś uratuje życie? A może będą go używać śródmiejscy dilerzy? A może to ja już jestem za stary na rower miejski, a nie Pani ze zdjęcia?

Fot. Jarosław Gaszyński [Radio Szczecin]

 fot. J. Gaszyński, Źródło: >>>

dgsKoniec przerwy. Nowe sprawy i tematy pojawiają się, ale też wracają stare. Np. przygoda z miastem i sacrum trwa, tym razem przenosimy się z projektem (z powrotem) do Niemiec, a dokładnie na Kongres DGS (niemieckiego tow. socjologiczne). Nasza (Anny Koers z UH, Ani Królikowskiej i moja) propozycja sesji przyjęta i udało nam się zaprosić do dyskusji o różnych tematach począwszy od miast (post)świeckich, związkach władzy i przestrzeni sacrum w czasach socjalizmu i dzisiaj, a kończąc na pytaniach o odrodzeniu miejsc świętych (szczególnie dla mniejszości muzułmańskiej) w krajach Europy Zachodniej. Jak to wygląda w Polsce, a jak w Niemczech – wschodnich i zachodnich? Odpowiemy na początku października, w mieście narodzin Marksa. Resacralisation and desacralisation of urban spaces: Negotiating sacred places in Poland and Germany at 37. Kongress der Deutschen Gesellschaft für Soziologie, Trier, October 2014. więcej o sesji: DGS2014

wystawa UDL_plakat

„Na pochwałę zasługuje rzemiosło i uczynni ludzie Szczecina. Witryny starych zakładów rzemieślniczych przyozdobili działacze, którzy są jak typowy rzemieślnik – pracowici, pomysłowi, z fachową wiedzą, potrzebni każdemu miastu. Oni wszyscy świadczą usługi dla ludności (mieszkańców Szczecina) w takich dziedzinach jak kultura, nauka, sztuka, medycyna, sektor pozarządowy, a nawet gastronomia. Rzeczywistość nie sprzyja starym zakładom usługowym, szwankuje. Tą wystawą pokazujemy ich urodę, zanim bezwiednie zniknie” (z opisu wystawy). 6 czerwca 2014, godz. 19.00, Piwnica Kany (Szczecin). Więcej:>>>

strefa

 Szczecinianie decydują zapraszają do projektu Strefa Zamieszkania. Do 10 czerwca trwa zgłaszanie przez Zespoły Sąsiedzkie ulic nadających się zdaniem mieszkańców na uspokojenie ruchu (ograniczenia prędkości, przepustowości ruchu a co za tym idzie – hałasu, zagrożenia itd.). Program obejmuje cały proces: od konsultacji i spotkań z mieszkańcami, do realizacji.

 

Oprócz tego, że jest to ostatnio nasza ulubiona piosenka, to jeszcze na dodatek (jak zwykle? jak zawsze?) jest jak felieton. To  opowieść o zderzeniu pomiędzy wyobrażonym – światem władzy i realnym – światem wyborców. Tak oto wygląda nasz pogląd na demokrację przedstawicielską (nie tylko w Polsce), co ma swoje odbicie w katastrofalnej frekwencji np. w nadchodzących wyborach

Jakie uczucia budzi powszechnie słowo „radny”? albo „burmistrz”? Mniej więcej takie jak słowo „Norweg” u Polaka który mieszka Norwegii – pogardę wymieszaną z szacunkiem, w dziwnych proporcjach. Radny i prezydent są „darmozjadami” (jak „urzędnicy”) ale i są postaciami wyjątkowymi (jak celebryci), które warto znać, z którymi fajnie byłoby się sfotografować. Chociaż jeśli coś znaczą, to przecież „naszym kosztem” (bo wiemy, że nie mają dobrych intencji, tylko „partyjne interesy”). A sami przedstawiciele instytucji (od posła na sejm do radnego gminy) mają (jeszcze) poważne przekonanie o doniosłości własnej pracy, misji, funkcji z publicznego nadania. Są niezmiernie ważni, mają kłopotów sto, zwłaszcza kiedy rządzą krajem, a nie tylko powiatem. Ale mało kto wierzy, że prezydent „na tapczanie siada strapiony”, może jeszcze tylko dzieci. A on sam? Czy jeszcze istnieje, czy – jak Prezydent Kraju – jest tylko iluzją, hologramem?

Bez tytułu, aut. Marcin Maciejowski, olej na płótnie, 54×40 cm

423248

„Zachodzi pytanie, czy zyskała przez to Polska, że się z gminą magdeburską, iż tak powiem skoligaciła? (…) A naprzód zyskała, że wprowadziwszy do miast zwyczaj sprawowania rządów i odbywania sądów kolegialnie, wzmocniła przez to rząd gminny miast i utwierdziła byt jego. Zyskała dalej, że wywierając wpływ na wybór urzędów miejskich najwyższych, zmusiła dostojników ziemskich (…) do szanowania tego, co mieszczanie większością głosów wypowiedzą”

W. A. Maciejowski, Historya miast i mieszczan w krajach dawnego Państwa Polskiego od czasów najdawniejszych aż do połowy XIX wieku, Poznań, 1890, s. 54. Źródło: >>>

 

zwierciadlo_saskie_2

Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie. Wystawa o prawie magdeburskim. źródło: >>>

 

zwiedzanie2

zwiedzanie1

Jeśliby ktoś aktualnie wybierał się do wiecznego miasta, to lepiej pamiętać, że „dla ogólnego poznania Rzymu potrzeba około 14 dni, z tego 12 obrócić należy na systematyczne zwiedzanie zabytków, 2 na wycieczki w okolicę (…). Unikać przytem należy, stosowanego często zwyczaju zwiedzania naraz wszystkich rzeczy godnych widzenia, w pobliżu się znajdujących; mimo bowiem pozornego zysku na czasie, niepodobna oglądnąć z korzyścią w jednym dniu kilka muzeów, kościołów czy pałaców zabytkowych”. Rzym : przewodnik po wiecznem mieście, Lwów 1925, s. 71, Źródło: Polona >>>

kpmMinisterstwo Infrastruktury i Rozwoju opublikowało pierwszą wersję projektu Krajowej Polityki Miejskiej (jako materiał roboczy, jeszcze przed formalnymi konsultacjami). Trzeba teraz sprawdzić co z ustaleń/propozycji Kongresów Ruchów Miejskich trafiło do dokumentu.

Do pobrania: tutaj>>>

Coraz więcej zewsząd dowodów na to, że nie takie miasto silne jak by się wydawało. Paweł Kubicki analizując Kraków, mówi m. in. o zabójczym dla autonomicznej polityki miejskiej wpływie administracji centralnej (dzięki P. Pieczyński za podesłanie linka). Ja do tego bym dodał jeszcze rosnące wpływy regionu, w którym zaczyna się koncentrować kapitał do podziału w ramach środków unijnych i to tam zapadają kluczowe decyzje. W świecie, w którym miasta są w kryzysie, a państwo narodowe też traci swoją siłę, województwa/regiony liczą się coraz bardziej. O ile oczywiście mają własny kapitał, jeśli nie własny w sensie ścisłym, to chociaż transferowany „z góry”. Urzędy marszałkowskie, wojewódzkie urzędy pracy, agencje rozwoju regionalnego, spółki z udziałem samorządu województwa – to coraz ważniejsi aktorzy na scenie politycznej i gospodarczej, pozbawiające miasto decyzji w ramach polityki lokalnej (dlatego też coraz więcej spektakularnych sporów na osi władze samorządu województwa i miasta np. we Wrocławiu).

Innym przykładem słabości miasta jest polityczna pozycja Majdanu i Kijowa w ogóle, które w zderzeniu z globalną i agresywną polityką Rosji okazuje się być bezradne. Skalarność (gmina, region, państwo, globalność) niestety w takich trudnych sytuacjach okazuje się być bezlitosną logiką, wbrew temu co pisała Engin Isin w eseju o krytyce takiego podejścia.

Oczywiście to nie plac (przestrzeń) decyduje, ale ludzie, którzy na nim są i reguły/zasoby/argumenty/wrażenia jakie sa w stanie uruchomić.  Może przede wszystkim reguły, bo na Majdanie w Kijowie jest przecież rada, jest organizacja, a nie chaos podejmowanych decyzji ani tym bardziej horyzontalny pluralizm zgromadzeń w rodzaju Occupy. To nie jest tylko doraźne rewolucyjne zgromadzenie ludowe, ale bardziej przedchrześcijańskie-słowiańskie zgromadzenie wiecowe, o którym pisał m. in. Karol Modzelewski. To żaden romantyzm w moim wydaniu, po prostu na naszych oczach widać, jak obecność otwartych przestrzeni publicznych zostaje wykorzystana do organizowania władzy. Jeśli padają takie hasła jak „każde miasto Ukrainy ma swój Majdan” to oznacza to, że polityka (na) ulicy zyskuje nowy wymiar. Ulga z powodu przerwania (na jak długo?) masakry ulicznej, a teraz czas na obserwacje co zrobi Kijów, miasto-miast i jego najważniejszy plac Ukrainy.

Im Laufe des Samstags füllte sich der Maidan - die Menschen hörten erfreut die...

(Kijów, 22.02.2014), Zdjęcie: Spiegel Online

Trudno cokolwiek sensownego pisać w chwili, gdy podczas protestu giną ludzie. Walki uliczne i partyzantka w sensie ścisłym, to nigdy nie jest zabawa. Jeden z liderów opozycji Oleksander Turchinov został postrzelony. Niestety nic nie wskazuje na uspokojenie gry. Trochę ku rozwadze marzącym o przemocy i rewolucji (jeśli apologeci przemocy mogą być rozważni), nawet dzisiaj mających żal, że Solidarność nie grała ostrzej.

Protesters gather in Independence Square in Kiev

Fot: EPA/Igor Kovalenko, na stronie Guardiana wiadomości uaktualniane na bieżąco: >>>

Na stronie inicjatywy Liczy się miasto poradnik prawa do informacji:

Pytaj – to Twoje prawo. Poradnik dla obywatela | Liczy się miasto.

gm2

gm1

„Sytuacja ekonomiczna zamiast polepszyć się – pogarsza się z miesiąca na miesiąc i to nie tylko u nas – ale na całym świecie. Wojna światowa, która rozpoczęła się w roku 1914 – jeszcze nie skończyła się, lecz przeniosła się na pole ekonomicznem. Nie mamy już rannych i zabitych na polu bitwy, lecz mamy ich na polu gospodarczem. Codzienne liczne samobójstwa – codzienne morderstwa, oszustwa, kradzieże itd., to rezultaty wojny ekonomicznej, to objawy pogorszenia się sytuacji gospodarczej.
Nasza sytuacja gospodarcza odzwierciedla się także w pismach codziennych, w których czytamy urzędowe ogłoszenia. Brzmią one mniej więcej w sposób następujący: I Komornik Rew. X. sprzeda w dniu … urządzenie fabryczne. Komornik Rew. Y. sprzeda towary … wraz z urządzeniem sklepowem. Towarzystwo Kredytowe Ziemskie sprzeda dobra … Towarzystwo Kredytowe Miejskie wystawia na licytację kilkadziesiąt, a niekiedy kilkaset domów na sprzedaż, Te ogłoszenia lepiej niż najskrupulatniejsza statystyka odzwierciedlają nasze stosunki ekonomiczne, nasze życie gospodarcze. Ile łez, ile złamanych egzystencyj, ile nieszczęścia kryje się za każdem takiem ogłoszeniem, zrozumieć mo­że tylko ten, kto żyje wśród tych szerokich mas nieszczęśliwych. Licytacja – ruiną.”

Głos Miast, warszawa, 1 lutego 1935 roku, nr. 3. Źródło: Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

The Polis Blog o aktualnych wątkach miejskich z całego świata, pisany przez różnych autorów. Warto:

polis: a collaborative blog about cities around the world

voiceJest już kilka kolejnych podsumowań „roku budżetu obywatelskiego”, kolejna fala dotarła do miast stołecznych. Pisali te podsumowania m. in. L. Mergler, J. Erbel i M. Czujko. Zdanie J. Erbel jest mi chyba najbliższe, bo dla wszystkich (poza małym gronem ekspertów) budżety to szkoła współpracy, szkoła procedur. Najlepiej ten proces widać w zmaganiach Pracowni Obywatelskiej w Krakowie: Przemek Dziewitek zamieszcza na bieżąco relacje z kolejnych etapów wprowadzania budżetu i to jest dobry dokument pracy organicznej nad procedurami.

Nikt z nas, przyglądający się partycypacji nie jest raczej skrajnym idealistą. Budżet niesie zagrożenie wypychania niektórych wydatków do worka partycypacyjnego, daje też pewnie niektórym złudne poczucie wpływu na miejską politykę. Może też dzielić bardziej niż łączyć. Jest też niedobrą okazją do szalonej eksplozji placów zabaw i betonowych parkingów. Ja jestem z tymi, którzy wierzą w proces, a nie tylko efekt końcowy. Praca nad stworzeniem sensownego narzędzia (bo przecież rozwiązań budżetu obywatelskiego jest już chyba kilkanaście) jest celem samym w sobie. To jest prawdziwe rządzenie i podmiotowość, a nie wybudowanie tego czy owego. Ważne, że politycy mają świadomość, że nie są wszechwładni i że pewne rzeczy robili do tej pory źle.

Jest tu podobnie jak z wpływem Watchdogów – chodzi o to, żeby podejmujący decyzje wiedzieli, że ktoś patrzy im na ręce. I choć czasami efektem jest lepsza strategia ukrywania patologii, to najczęściej praca społeczników prowadzi do poprawy jakości rządzenia, większej przejrzystości procedur, mniejszej bezczelności rządzących, nawet szybszych odpowiedzi na maile itd. Nawet jeśli nie zawsze, to tylko ta praca się liczy. Włączajmy się, albo co najmniej kibicujmy.

Ukazał się nowy numer Przestrzeni Społecznej, a w nim m. in. mój artykuł o KRM i organizacji miejskiego aktywizmu (w odniesieniu do teorii ruchów miejskich). Nieco rozczochrany tekst pomogli mi uporządkować redaktorzy pisma, za co im dziękuję. Cały numer do pobrania: tutaj

A dzisiaj krótko – o tym, jak to niektóre ze świąt bywały okazją do brutalnej rywalizacji pomiędzy grupami czy stronnictwami: „przykładem są słynne >>gry o most<<  w Wenecji i Pizie, w których dwie grupy stojące na przeciwległych brzegach (…) ścierały się, by zdobyć dzielący je most; zwycięzcy biegali po całym mieście, lżąc pokonanych; wieczorem oba stronnictwa liczy rannych, a bywało że i zabitych”. Heers, J. „Święta głupców i karnawały, przeł.” G. Majcher, Warszawa: OW Volumen (1995), s. 11.

gioco2
Il Gioco del Ponte dei Pisani, XVII wiek, Florencja, Museo Stibbert. Źródło:>>>

gioco-del-ponte-photo1

Więcej o tradycji Il Gioco del Ponte w Pizie (trwa do dzisiaj w inscenizowanej formie): >>>

IKurierC_1914_nr15_17I

IKurier_1914_nr15_17I

IKurier_1914D_nr15_17I

Autowarsztat, bioskop z pikantnymi zdjęciami, pracownia wózków dziecięcych. Ogłoszenia z Ilustrowanego Kuryera Codziennego sprzed równo 100 lat (rocznik 1914, nr 15, 17 I). Źródło: Małopolska Biblioteka Cyfrowa

Tymczasem w Hamburgu, kontynuacja zeszłorocznych napięć dot. miejskiej polityki mieszkaniowej, tym razem na większą skalę i bardziej radykalne działania policji:

Krytyka Polityczna | Dziennik Opinii | Zniesiono „stan wyjątkowy” w Hamburgu.

War of words in liberal Hamburg after protesters clash with police.

Reeperbahn

Policja na Reeperbahn. Photograph: Malte Christians/dpa/Corbis. Źródło: Guardian

jesien

Koniec roku, więc najlepszy moment na idealistyczne podsumowanie, marzenie-cytat, prawdziwy odpoczynek od miejskiej morfologii (której i tak na tym blogu nie ma zbyt wiele): „Choć gminy wiejskie i miejskie bardziej ciemiężyły jednostkę niż ją wyzwalały, były one zbudowane na zasadzie przyprawiającej o drżenie świat feudalny. >>Komuna, imię nienawistne<< woła na początku XII wieku Gwibert z Nogent, a zawołanie to staje się słynne. U samych bowiem podstaw ruchu miejskiego i jego przedłużenia na wsi – tworzenia się gmin wiejskich – leży zasada rewolucyjna: przysięga, jaką się związują członkowie pierwotnej gminy miejskiej, jest przysięgą egalitarną, w odróżnieniu od kontraktu wasalskiego, który łączy stojącego niżej ze stojącym wyżej. Pionowej hierarchii feudalnej przeciwstawia się społeczeństwo poziome”. J. Le Goff, Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1994, s. 295

W takie miasto ciągle wierzę, chociaż ciągle go nie ma. A że częścią ulotnej wizji miejskości pokazywanej na tej stronie jest przekonanie, że człowiek na dachu, pracujący przy kominie przynosi szczęście, to tego i Państwu życzę.

IMG_2413

(fot. własne, grudzień 2013, Szczecin Niebuszewo)

hala1

↑ Handel świąteczny przed halami i w Halach Mirowskich w Warszawie. Wnętrze hali. Widok z antresoli na stoiska i stojących w kolejce klientów.Warszawa, grudzień 1979. Autor: Rutowska Grażyna. Sygnatura NAC: 40-4-256-7

hala_targowa

↑ Hala targowa we Wrocławiu. Źródło: wroclaw.naszemiasto.pl

F1010003

↑ Jedna z hal targowych w Kijowie. Grudzień 2007, Źródło: fot. własne

A o powodach kupowania w halach targowych do poczytania: tutaj

W każdym proteście pojawiają się symbole. Muzyka, osoba, słowo, kolor, przedmiot. Symbolem protestów w Kijowie są kaski. Pełnią nie tylko funkcję użytkową, ale są wyróżnieniem, demonstracją jedności, determinacji, bojowego nastawienia, obrony przed Policją. Gotowości na wszystko. Poniżej krótki przegląd użycia kasków/hełmów w całkowicie różnych sceneriach, różnych kontekstach. Robotnicze, amatorskie, sportowe – zawsze polityczne.

k2

k3

k1

Kijów, grudzień 2013. Źródło: >>>

k4

Days of Rage, Chicago październik 1969. (podobne kadry z tego samego wydarzenia znalazły się w filmie Weather Underground). Źródło :>>>

k5

Egipt, luty 2011. Źródło: >>>

k6

Hard hat riots, NY 1970 (starcia robotników i uczestniczących w protestach antywojennych, których  zostało rannych ok. 70 osób). Więcej info: >>>

k7

Stoczniowcy przed gmachem dyrekcji Stoczni Gdańskiej im. Lenina, 14.12.1970 r. Źródło: >>>

kontrkultura_plakat_d

Kultury kontestacji – dziedzictwo kontrkultury i nowe ruchy społecznego sprzeciwu. 20 – 21. 11. 2013. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Program: kontrkultura_program

11_01

Dzieci polskie w przedwojennym Szczecinie. Grupa dzieci w strojach ludowych. Widoczne flagi polskie, na ścianie wiszą portrety Józefa Piłsudskiego i Ignacego Mościckiego. Szczecin (Stettin) 1930-11-16. Sygnatura NAC: 1-Z-965

Pisałem wcześniej o zdjęciach Grażyny Rutowskiej w zbiorach NAC, często pojawiających się na tej stronie. A dzisiaj p. Łukasz Karolewski, archiwista z Narodowego Archiwum Cyfrowego przesłał obszerny biogram p. Grażyny własnego autorstwa. Wielki dzięki za ten prezent, dzień w roku najlepszy do wspomnienia Grażyny Rutowskiej, niezwykle interesującej postaci i jej losów.

„Grażyna Rutowska (ur. 1.05.1946 w Bytomiu, zm. 2005 w Gnieźnie) – fotograf, dziennikarka, działaczka ZSL, autorka licznych artykułów poświęconych problematyce ruchu ludowego.

Urodziła się 1 maja 1946 r. w Bytomiu w rodzinie inteligenckiej. Jej ojcem był Tadeusz Rutowski (1910-1969), wówczas dyrektor Kopalni „Dymitrow”, później Generalny Dyrektor Górniczy i dyrektor Biura Ekspertów w Komisji Planowania  przy Radzie Ministrów. W 1952 r.  rodzice Grażyny przeprowadzili się  do Warszawy, gdzie zamieszkali w domu w al. Niepodległości 158.

Grażyna Rutowska od najmłodszych lat interesowała się fotografią i uczęszczała na zajęcia w pracowni filmowej w Pałacu Młodzieży. Z tych lat pochodzą najwcześniejsze jej dzieła, zachowane w Narodowym Archiwum Cyfrowym. W 1964 r. zdała maturę w Liceum Ogólnokształcącym im. Narcyzy Żmichowskiej i próbowała dostać się na studia, najpierw w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi, a następnie w Instytucie Historii Sztuki UW, gdzie jednak, pomimo zdania egzaminów, nie przyjęto jej z powodu braku miejsc. Grażyna Rutowska podjęła więc studia w Instytucie Historycznym UW, które jednakże musiała przerwać z powodu śmiertelnej choroby ojca (zm. 21.04.1969 r.). Trudna sytuacja finansowa zmusiła ją do podjęcia pracy. Fotograficzna pasja umożliwiła jej zarobkowanie jako fotoreporter-wolny strzelec.

W 1968 r. podjęła pracę w redakcji „Dziennika Ludowego”, z którą wiąże się najbardziej płodny okres jej twórczości. Zamieszkała w bloku przy ul. Żelaznej 58/62 na Osiedlu Za Żelazną Bramą, stąd częste fotografie widoku skrzyżowania ul. Żelaznej i Grzybowskiej, wykonywane w różnych porach roku.

Najwięcej fotografii Grażyna Rutowska wykonała w 1974 r. Można powiedzieć, sfotografowała gros największych inwestycji w Warszawie epoki Edwarda Gierka – Wisłostradę i Trasę Łazienkowską, Dworce – Centralny i Zachodni, Hotel Forum (ob. Novotel), odbudowę Zamku Królewskiego oraz operację obrócenia Pałacu Lubomirskich. Często fotografowała sceny uliczne, wykazując się dużym wyczuciem chwili. Jej fotografie mają charakter propagandowy, nie ujrzymy na nich większości poważnych bolączek PRL-u, poza nielicznymi zdjęciami porzuconych odpadów i materiałów budowlanych. W wyprawach często towarzyszył jej pies – wystawowy pudel Agat. Na dalsze wyprawy udawała się samochodem, początkowo Fiatem 500, następnie Fiatem 125p.

W 1977 r. rozpoczęła studia na Wydziale Dziennikarstwa UW, uzyskując tytuł licencjata, a następnie  magisterium w 1982 r. W tym okresie mieszkała na Czerniakowie, w bloku przy ul. Sieleckiej 55, stąd m.in. zdjęcia tłumów pod pobliską ambasadą Austrii po wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1982 r. zauważyć można spadek aktywności twórczej Autorki, w porównaniu z latami 70.

W 1988 r. Grażyna Rutowska zrezygnowała z pracy w redakcji Dziennika Ludowego”, powracając do prac dorywczych. Niestabilna sytuacja ekonomiczna okresu transformacji i związany z tym upadek wielu tytułów prasowych pogorszył sytuację materialną dziennikarki. Żyła z oszczędności i wyprzedaży osobistego sprzętu fotograficznego, o czym informuje odręczny życiorys spisany 19 sierpnia 1993 r. Podjęła próbę przekwalifikowania, kończąc dwustopniowy kurs księgowości i handlu zagranicznego. Współpracowała z redakcją „Małego Apostoła” i innych pism (m.in. Polski Zbrojnej). W wolnym czasie zajmowała się wyrobem dewocjonaliów – rzeźbiła i lepiła z gliny płaskorzeźby, malowała i rysowała.

W 1997 r. przekazała swoje archiwum fotograficzne, wraz z prawami autorskimi, do Archiwum Dokumentacji Mechanicznej (obecnie Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Ostatnie lata życia spędziła w Gnieźnie, mieszkając na Os. Piastowskim w bloku pod nr 4B.
Grażyna Rutowska zmarła przedwcześnie w 2005 r. w wieku 59 lat. ”

(autor biogramu: Łukasz Karolewski)

PIC_40-W-272-4

Cmentarz Powązkowski w Warszawie – migawki. Data wydarzenia, Warszawa, druga poł. lat 60-tych. Autor: Grażyna Rutowska
Sygnatura NAC: 40-W-272-4

jesień

Kolekcja Domu Mody „Leda” na lato i jesień 1971 roku. Modelki w Pasażu Śródmiejskim. Modelka z lewej w komplecie damskim (żakiecie i spodniach). Modelka z prawej w płaszczu. Warszawa 1971, Autor: Rutowska Grażyna. Sygnatura NAC: 40-6-2-20

„Kilka lat temu pracowałem jako korespondent w Bagdadzie. Spotkałem tam pewnego oficera w amerykańskim wojsku, który studiował zachowania tłumu podczas zamieszek w irackich miastach. Odkrył, że wystarczyło zakazać handlarzom sprzedawania żywności na placach, gdy gromadzili się na nich demonstranci. (…) Po kilku godzinach – a zwykle drobne zamieszki przekształcają się w duże rozruchy w ciągu sześciu, siedmiu godzin – głodnieli, a ponieważ nie mieli gdzie kupić jedzenia, zaczynali rozpraszać się w poszukiwaniach, a z czasem po prostu rozchodzili się do domów. Z głodu. Więc zmiana drobnego szczegółu w powszechnym schemacie całkowicie odmienia jego dalsze losy. To doświadczenie zainspirowało mnie do napisania książki”.

Wywiad z Charlesem Duhiggiem, autorem książki „Siła nawyku”, Polityka 8.10.2013, źródło: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1557375,1,sila-nawykow.read

IBA Hamburg – Presentation year 2013.

395450_333180683370185_1153998654_nWróciłem z Torunia, z konferencji ZIeleń Miejska – Ogrody działkowe w systemie społeczno-przyrodniczym miast.  Zastanawialiśmy się, co się w sprawie działek, i jesteśmy zgodni, że 80% zależy od wprowadzonych przepisów, które albo pchną działki w stronę bezsensownej prywatyzacji (która zniszczy ruch działkowy) albo ulepszą obecną sytuację. na pewno same działki tez muszą się zmienić i o tym była m. in. mowa na konferencji: o tym, że trzeba bardziej pilnować uprawowej części, dbać o bioróżnorodność, walczyć z trującymi tujami i trawnikami od linijki. Krótko mówiąc, walczymy z działką jako placem do grilla, nie o to w tym chodzi. Świetnie to pokazał Marek Kosmala, mówiąc o wielogodzinnej pracy na działce, do której niczym nie zmuszani od wczesnej wiosny do późnej jesieni wyrusza codziennie (!) pół miliona Polaków. Gdyby to nie było ważne, nikt by tego nie robił.
Na pewno działki powinny otworzyć się na miasto – są przykłady (choćby z Warszawy, ale nie tylko), w których alejki ogrodowe sa ogólnodostępne, są na terenie ogrodów publiczne place zabaw itd. Pikniki i szkoły ogrodnictwa dla dzieciaków to dużo, ale nie wszystko – ogrody działkowe powinny przypominać (przepraszam za porównanie) cmentarze, na które każdy może wejśc, chociaż przestrzeń wokól grobu jest już prywatna.
Dorzuciłem do tej dyskusji swoje pytania o zmiany podejścia do własności prywatnej (w stronę użytkowania), o powodzenie takich inicjatyw jak kooperatywy spożywcze, które czasami wspólnie uprawiają jedną działkę (albo więcej), żeby dzielić się pracą i plonami. I o tym, że sa już pojedyncze przypadki, kiedy restauratorzy korzystają z upraw działkowych, żeby podawać jedzenie najwyższej jakości. Na pewno problemem działek, jest nieformalne osadnictwo, meldunki na działach czyli nieuchronne procesy radzenia sobie w sytuacji braku mieszkań socjalnych i społecznych (mówiłem o tym we wrześniu na XV Zjeździe PTS). Na pewno myśląc o zmianach, jakie nastąpią, trzeba myślec o lokatorach altan, niezależnie od tego, czy sa to najbiedniejsi, czy nieco lepiej sytuowani. David Harvey w „Buncie miast” pisze, że nadawanie praw własności osadnikom prowadzi najczęściej – w długiej perspektywie – do utraty tej własności, ponieważ nie posiadający kapitału mogą zostać łatwo nakłonieni do sprzedaży swojej nieruchomości. Mamy nadzieję, że to się nie stanie!

Źródło; Polskie Radio IAR, foto: PAP/Jakub Kamiński

Dzisiejsza informacja o wstrząsach tektonicznych w Hiszpanii powstałych w związku składowaniem gazu w naturalnych podziemnych szczelinach zawierała na marginesie krótką wzmiankę: w Berlinie tez istnieją takie zbiorniki. Poszukałem i rzeczywiście, 800 metrów pod ziemią, niedaleko Stadionu Olimpijskiego jest zasobnik z ponad miliardem metrów sześciennych gazu ziemnego (to prawie tyle, ile we wszystkich podziemnych zbiornikach gazu w Polsce). Więcej : tutaj i tutaj.

2-format43

Źródło: http://www.tagesspiegel.de/278428_0_464e0ba3-jpg/1522158.html