IMG_5397

Podwórze w oficynie, Szczecin-Śródmieście (2015), fot. własne

Bloki. Film dokumentalny, reż. Konrad Królikowski. Premiera w tym roku

IMG_5333

Szczecin (2015), przedświąteczne zakupy w sklepie z wędlinami, fot. własne.

„Biorąc rzecz ściśle, miasto jest poetyczniejsze niż wieś; albowiem w czasie gdy przyroda stanowi chaos sił nieświadomych, miasto jest chaosem potęg świadomych. Korona kwiatu lub wzór plecionki mogą stanowić lub nie, symbol znaczący, lecz niemasz kamienia na ulicy i cegły w murze, które nie byłyby faktycznie głębokiemi symbolami – posłaniem od jakiegoś człowieka, tak jak telegram lub karta pocztowa. (…) Każda cegła ma w sobie hieroglify tak żywe, jakby była cegłą z pismem klinowem Babilonu”. G. K. Chesterton, Obrona niedorzeczności, pokory, romansu brukowego i innych rzeczy wzgardzonych, Warszawa 1927, s. 139

800px-George_Bellows_-_New_York

George Bellows, New York (1911), olej na płótnie

f18e5c96297a0c0c5bbfe3b3bfb17807

(Harlem, teatr Apollo, lata 50te). Źródło:>>>

k-a-t-i-e-:East Harlem, 1987 Joseph Rodriguez

Harlem 1987, fot. J. Rodriguez, źródło: >>>

Wszystko się zmienia, zwłaszcza w mieście, który jest całym światem. Zmienia się nowojorski Harlem, w którym coraz mniej czarnoskórych mieszkańców, a coraz więcej białych, nowych re-kolonizatorów. Ceny nieruchomości rosną, przestępczość maleje, dzielnica punktowo się gentryfikuje. Liczby i statystyki nie zmieniają jednak tak szybko mitów o czarnej stolicy Ameryki. Harlem pozostanie już zawsze w wyobraźni – zwłaszcza takich jak ja, którzy tam nigdy nie byli – miejską ikoną afroameryki, ukazanej w fabularnej wersji najdoskonalej przez Spike’a Lee. Pieśń przedwiośnia, Harlem Blues.

IMG_5248

Wyprowadzacz psów, okolice CH Kaskada, Szczecin (2015), fot. własne

image.axd
„Budowa Brooklyn Bridge trwała czternaście lat, a w jej trakcie zginęło ponad dwudziestu robotników. Most otwarto 24 maja 1883 r. (…) Mimo obaw związanych z faktem, że do budowy użyto prawie 5,5 km lin o grubości sięgającej 40 cm, most okazał się w pełni bezpieczny i w ciągu pierwszej doby przeszło przezeń 100 tys. osób. Ale w tydzień po otwarciu wśród zwiedzających wybuchła panika wywołana plotką o rzekomym pękaniu konstrukcji , co spowodowało śmierć dwunastu i poważne rany 40 osób, zadeptanych i zaduszonych przez uciekający tłum”, Z. Lewicki, Historia cywilizacji amerykańskiej, t. 3: Era konsolidacji. 1861–1945, Warszawa 2012, s. 424

Zob. także artykuł z New York Times, 31 maja 1883 >>> i więcej info na stronie >>>

IMG_5168

Znaki poziome, Wały Chrobrego, Szczecin (2015), fot. własne

IMG_4363

Katedra św. Piotra w Trewirze (2014), fot. własne

Po akcji z odbieraniem wezwań w sklepie spożywczym kolejny przykład, kiedy zła decyzja instytucji zmienia tradycyjne życie po miejsku. Którego częścią od dziesięcioleci byli listonosze, znający swój teren i swoich odbiorców. Orientujących się w przestrzeni i sprawach rewiru. Lokalne, znaczące postacie. Teraz podlegają częstej wymianie, dociążani obowiązkami i ciężarami nie wytrzymują zbyt długo. Ze smutkiem przeczytałem w Kurierze, że w Szczecinie (ale też np. w Koszalinie), listonosze będą od 1 lutego spisywać liczniki gazowe. Tym samym zniknie druga znacząca postać w miejskim krajobrazie, inkasent gazowy, brawurowo odegrany przez Mariana Łącza w Misiu. A listonosze, obciążeni nowym zadaniem, będą musieli odnaleźć się w nowej roli. A może będzie lepiej? I jak listonosze wkroczą do domów obejrzeć liczniki, to będą bliżej ludzi?

Przechwytywanie

Przedwojenna Warszawa. Grupa listonoszy z przesyłkami wychodzi z gmachu Poczty Głównej udając się na miasto. Sygnatura NAC: 1-G-5403-1

StateLibQld_1_48448_Woman_getting_on_a_tram,_Brisbane,_1910-1920„Dopiero tramwaj przyniósł prawdziwą rewolucję w wewnętrznym transporcie miejskim. Był dwa razy szybszy i o połowę tańszy niż tramwaj konny i umożliwił wreszcie również robotnikom dojazdy do pracy (…) W Wielkiej Brytanii liczba przejazdów publicznymi środkami komunikacji miejskiej na głowę ludności wzrosła z 8 w oku 1860 do 130 w roku 1906”. (J. Osterhammel, Wiek XIX. Przeobrażenie świata, Poznań 2013, s. 403.

„Doświadczenie pokazuje, że spośród różnych środków miejskiego transportu tramwaje, obojętnie w Kalkucie czy Barcelonie, są niezwykle wygodne dla osób biorących udział w zamieszkach; częściowo ze względu na ceny biletów, które są dostępne dla rzesz ubogich, zmierzających na miejsce starć (…). Częściowo ze względu na to, że te wielkie pojazdy, podpalone lub przewrócone mogą łatwo zablokować ulicę i ruch uliczny. Wygląda na to, że autobusy nie odgrywają tego rodzaju roli w miejskich zamieszkach, kolejki metra są całkowicie poza zasięgiem, natomiast samochody w najlepszym razie mogą zostać użyte jako część blokady ulicy lub barykady” (tłum. MK). Tekst oryg.: E. J. Hosbawm, Revolutionaries, Pantheon Books, New York 1973. s. 261-278. Przetłumaczony fragment rozdziału tej książki pt. Cities and Insurections, dostępny na: http://ouleft.sp-mesolite.tilted.net/?p=1664

denver1920

denver1920a

Denver 1920, strajk tramwajarzy, źródło: >>>

budapest56

Budapeszt 1956, przewrócony tramwaj. Źródło: >>>

IMG_4941

Kiosk z gazetami, ul. Drzymały, Szczecin (2015), fot. własne

Dobry artykuł w The Guardian na teram historii i współczesności poszukiwań lepszego, bardziej sprawiedliwego społecznie miasta:

How to build a fairer city | Cities | The Guardian.

A 17th century engraving of the city of Milan.

4539Nowy numer pisma Stan Rzeczy poświęcony jest kulturze kontestacji. W środku m. in. mój tekst o karnawalizacji protestu.

Stan Rzeczy nr 2014/2(7). Teoria społeczna. Europa Środkowo-Wschodnia, spis treści: >>>

poradnikJak współpracować ze społecznością lokalną? Jakie znaczenie ma przestrzeń sąsiedzka? Jak aktywizować zanikające więzi sąsiedzkie? Czy mały projekt w kamienicy może dać efekty w skali całego miasta? Z cyklu polecanki: Poradnik i przykłady organizowania lokalnych mikroinicjatyw w przestrzeni miejskiej, plon projektu REkreacja, wydany przez Szczeciński Inkubator Kultury. Do pobrania tutaj:uwaga!_poradnik!

IMG_4966

Wieczór literacki Tadeusza Szklarskiego, Szczecin (2015), fot. własne

IMG_4936

Balkony w wieżowcu wielorodzinnym, Szczecin (2015), fot. własne

„Miejscem karnawału była otwarta przestrzeń w centrum miasta: w Montpelier plac Notre Dame, w Norymberdze rynek wokół ratusza, w Wenecji plac św. Marka i tak dalej. Karnawał można sobie wyobrażać jako swego rodzaju festiwal teatralny, w czasie którego główne ulice i place stawały się scenami, miasto zamieniało się w wielki teatr na wolnym powietrzu, a mieszkańcy, aktorzy i widzowie patrzyli na wszystko ze swych balkonów. W gruncie rzeczy karnawał nie znał podziału na widzów i aktorów, ponieważ kobiety na balkonach mogły rzucać jajkami w tłum na dole, a przebierańcom wolno było na ogół wstępować do prywatnych domów”. P. Burke, Kultura ludowa we wczesnonowożytnej Europie, Warszawa 2009, s. 216

Lingelbach_Karneval_in_Rom_001c

Johannes Lingelbach, Karnawał w Rzymie, olej na płótnie (1650/51)

IMG_4897

Modernizacja wsi objęła także sferę gospodarstwa domowego, w którym miały się pojawić zasady nowoczesnej organizacji. Upowszechnianiu nowego modelu racjonalnej kuchni służyły m. in. poradniki i podręczniki, prezentujące zasady funkcjonalnego urządzenia wiejskiego domu. Nie był to zresztą pomysł nowy, bo kontynuowano w ten sposób tradycję z lat trzydziestych, kiedy to powstawał Instytut Gospodarstwa Domowego, zajmujący się m. in. szeroko pojętym poradnictwem racjonalnego żywienia.

IMG_4891  „We Francji prace związane z organizacją gospodarstwa domowego prowadziła Paulina Bernege. W swojej pracy pt. O metodzie prowadzenia gospodarstwa domowego Bernege ustaliła, że prowadzenie gospodarstwa domowego, czyli zarządzanie nim, powinno się opierać o: -przewidywanie, czyli planowanie całego biegu życia rodziny, a w tym należy zaplanować zajęcia domowe, budżet rodziny, jego realizację, wyżywienie; – organizowanie, czyli uruchamianie wszystkich składników działania (ludzie, narzędzia i urządzenia, przedmioty i warunki pracy); – rozkazywanie, czyli decydowanie i wydawanie dyspozycji wszystkim osobom w gospodarstwie; koordynowanie, czyli działanie w celu łączenia elementów w jedną całość (…); – kontrolowanie, czyli czuwanie nad prawidłową realizacją prac, prawidłowym, gospodarowaniem pieniędzy, zasobami żywności itp.”. K. Pyszkowska, Gospodarstwo domowe. Zajęcia praktyczno-techniczne dla dziewcząt. Podręcznik dla zasadniczych i średnich szkół rolniczych, Warszawa 1974 (wyd. ósme z 1985, s. 326).

IMG_4893

IMG_4873

Wszystkiego dobrego na Święta i w Nowym Roku!

IMG_4846

Budowa budynków wielorodzinnych, Szczecin (2014), fot. własne

IMG_4867

Dworzec kolejowy, Szczecin Główny (2014), fot. własne

Znalezione na Urbanophil.de: Projekt z migawkami z miejscowości o nazwie Berlin, rozsianych po całym świecie (jest też chyba wciąż taka wieś w Podkarpackim, ale tu jej nie uwzględnili). Zamieszczam także ze względu na sposób konstrukcji strony/prezentacji. Cudo

worldwideberlin

Ciekawy tekst Pawła Jędrala o nowej (?) filozofii walce ulicznej:

IMG_4794

CH Galaxy, kolejka do zdjęcia przy choince, Szczecin (2014), fot. własne

IMG_4788

Parking przy osiedlowym markecie, Szczecin (2014), fot. własne

gdansk1

„Używanie języka polskiego – jeszcze w XV wieku – w miastach dużych określało przynależność do uboższej ludności (…) Język niemiecki określał status społeczny, niekiedy nawet prawny członka gminy miejskiej (…) Istnienie tych sprzeczności nie da się połączyć jednak z późniejszymi antagonizmami narodowościowymi. Nawet Niemcy czystej krwi i obyczajów czuli się patriotami swego miasta, poddanymi króla polskiego, wreszcie chrześcijanami. Warto przy tym zasygnalizować wielojęzyczność miasta średniowiecznego. W Polsce XV wieku na rynku Gdańska czy Krakowa spotykali się przedstawiciele Czech, Rusi, Mołdawii, gmin Ormiańskich, Węgier, Włoch, Flandrii, Walonii, Holandii, Anglii i najróżniejszych krajów niemieckich”

Henryk Samsonowicz, Życie miasta średniowiecznego, Poznań 2001, s. 70

mapa2

Cosmographiae universalis Lib. VI, 1552, Münster, Sebastian. Źródło: Polona >>>

IMG_4742

Awaria ciepłociągu, Szczecin (2014), fot. własne

IMG_4668

Szczecin, gołębie na skwerze przy ul. Odrowąża (2014), fot. własne

angrylucydecalJuż się zaczęły pierwsze bilanse obecności ruchów miejskich w wyborach samorządowych, dokładam się do tych bilansów i ja, tym razem w planie trochę szerszym, w oderwaniu od tego, co w Szczecinie. Na pewno pojęcie ruchu miejskiego (RM) zrobiło sporą karierę, co spowodowało rzecz jasna dalsze rozmywanie pojęcia, z którym już i tak było sporo kłopotów definicyjnych. Teraz jednak RM stał się w publicystyce i „języku naturalnym” szyldem, który opisuje już nie tylko obywatelskie zaangażowanie, ale też inicjatywy wyborcze, niby-bezpartyjne ugrupowania, a nawet wszelkie przygruntowe aktywności, byle by były ukierunkowane na miasto. Już tylko czekam, aż narodowcy, gwardie strzeleckie, środowiska patriotyczne, lokalni przeciwnicy in vitro zaczną mówić o sobie jako o ruchach miejskich… Ale czy rzeczywiście nie mają do tego prawa? Czy szyld RM ma być zastrzeżony tylko dla inkluzywizmu, a ci, którzy domagają się wykluczania i ograniczania praw innych, powinni być opisywani jakoś inaczej? Ale czy „lobby rowerowe” tak chętnie utożsamiane z RM nie domaga się ograniczania praw auciarzy?Takich dylematów pewnie nie mają miejscy aktywiści, którzy nie tyle dopisali się do RM w ostatnim czasie, ale współtworzyli te ruchy i działali od wielu lat. Im szyldy nie są do niczego potrzebne.

Pytanie ciekawsze dotyczy jednak tych, którzy pojawili się pod hasłem RM niedawno, zrobili pierwszy krok w samorządowej polityce, spróbowali sił i przegrali. Słynne „co robić?” w tym wypadku jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej że przed nami druga tura wyborów prezydenckich i wielu wypadkach trzeba opowiedzieć się za nieswoim kandydatami. Bo przecież udział w wyborach wziąć trzeba, jeśli się tak bardzo wszystkich do tego namawia. Bo trzeba nagle być pragmatycznym i nie można pozwolić sobie na gesty artystyczne czy absencję. Bo polityka to nie zabawa, to nie przedszkole – takie argumenty padają w dyskusjach internetowych, właśnie w odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Już jest po romantyzmie, wspólnym zrywie, spontaniczności, teraz już tylko realna polityka? Nie za bardzo to do mnie trafia, bo jednak rys anty-systemowy, projekt nowego udziału w polityce, nowych zasad debaty, nowych standardów itd. przyciąga mnie (i nie tylko mnie) do ruchów miejskich bardziej, niż szanse na bycie atrakcyjnym dodatkiem do elit władzy. To wszystko dokłada się do rozczarowania i do odczarowania ruchów miejskich, które chwilowo chyba nie są tak bardzo glamour, jak 3 tygodnie temu.

Kilka rzeczy jednak na pewno się udało. To co już teraz da się powiedzieć o zaistnieniu w wyborach samorządowych, to poprawa wizerunku lokalnych aktywistów i przejmowanie niektórych postulatów przez „wielkie psy”, wielkich graczy. Co więcej, nawet społecznicy stają się zasobem do wykorzystania także na listach partyjnych albo niby-bezpartyjnych. Nie tylko ocieplają wizerunek, ale stwarzają wrażenie pełnej demokratyczności, otwartości na współrządzenie…

two-facedNarzekaliśmy na odwrót mieszkańców od polityki, od zainteresowania sprawami publicznymi, i w wielu przypadkach ruchy miejskie były próbą zatrzymania tego odwrotu (spieprzoną w sporej części przez zamieszanie związane z liczeniem głosów, organizacją wyborów). I wygląda na to, że RM mogą okazać się w większym stopniu akademią obywatelskiego zaangażowania niż narzędziem zmiany lokalnej polityki. Jeśli celem jest poprawa miast i demokracji, to wszystko jest w porządku, ale jeśli dla kogoś celem było zdobycie władzy, „dostanie się”? Niektórym to się udało” i wśród tych, którzy z pomocą trampoliny RM dostali się do rad, mogą być przecież i ci, którzy za pół roku (wcześniej? Nigdy?) okażą się być zupełnie daleko od programów politycznych, pod którymi się podpisywali. Taki monitoring kandydatów z poparciem Porozumienia Ruchów Miejskich będzie z pewnością potrzebny. Jeśli przyłożyć cyniczny szablon i traktować ruchy miejskie jako sposób na zdobycie władzy/kariery, niemożliwej do zrealizowania w zabetonowanym lokalnym układzie społecznym (niekoniecznie politycznym, bo miejska polityka to częściej środowiska, kręgi, sieci niż partyjne struktury i hierarchiczne organizacje), to może okazać się, że pod dobrym szyldem u władzy znaleźli się niekoniecznie dobrzy zawodnicy.

Strajk roznosicieli Kuriera Warszawskiego listopad 1905_Polona

na zdjęciu: Strajk (dziecięcych) roznosicieli Kuriera Warszawskiego, listopad 1905, Warszawa (Królestwo Polskie). Źródło: >>>

„Strajki chłopskie i szkolne były organizowane w dużej części przez dzieci chłopów, którzy jeszcze pół wieku wcześniej nie posiadali świadomości narodowej. W 1848 r. ponad 1000 przedstawicieli szlachty polskiej zostało „wyrżniętych” przez polsko języcznych chłopów. Ponad 50 lat później młodzież wywodząca się ze wsi uczestniczyła w strajkach. W Sumie w latach 1905-1906 około 70 tysięcy dzieci polskich uczestniczyło w strajkach i protestach”

Potęga walki niezbrojnej. Wywiad z Maciejem Bartkowskim, cz. II, „Konteksty społeczne” 2013 1(2), s. 82. >>>

Przegląd miejski o polityce społecznej i protestach | Heinrich-Böll-Stiftung Warszawa.

Strona główna

war_herb_192_large

aut. James Pollard, Election Riot at Coventry, 1861. Olej na desce Źródło: >>>

Stan mojego wzburzonego obywatelskiego ducha, spowodowany dziadostwem w organizacji wyborów najlepiej odda sztuka. Obraz powyższy przedstawia zamieszki w Coventry, powstałe przy okazji wyborów w 1832 roku. Wybuch niezadowolenia wynikał przede wszystkim ze zmian ordynacji wyborczych tzw. reform Ch. Greya, w których zlikwidowano część okręgów wyborczych i przedstawicielstw  mniejszych (liczących do 300 000 mieszkańców) miast. mimo zamieszek także w innych częściach wysp brytyjskich kontynuowano reformy, wprowadzając w dalszych etapach zniesienie cenzusu majątkowego i bardziej demokratyczny wybór do rad miejskich.

IMG_4588Jeszcze jesteśmy przed oficjalnymi wynikami. Nie wiemy jak nasz komitet wypadł w wyborach? Jak powiodło się obywatelskim komitetom w różnych miastach Polski? Wszyscy pytamy „co dalej?” i dotyczy to zarówno tego, co będzie się działo z nami jak i tego, co będzie się działo z ruchem miejskim w skali całego kraju i w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych. Jutro/pojutrze się okaże, czy „stara” ordynacja wyborcza w dużych miastach (na prawach powiatu) była bezlitosna i czy przekroczenie progu wyborczego dało małym ugrupowaniom jakiekolwiek miejsca w radzie miejskiej.

Ruchy miejskie (RM), mimo znanych wyjątków, miały generalnie dobrą prasę w końcówce kampanii. Osobom do tej pory nie interesującym się polityką pokazywało to, że istnieje alternatywa i dotyczy nie tylko miast, ale jest (?) nowym obywatelskim przebudzeniem. Chociaż sporo ekspertów wypowiadało się na ten temat miejskich aktywistów, to rzadziej zauważano, że to co się dzieje w miastach jest zaledwie namiastką zaangażowania mieszkańców wsi – „niewidocznych” w opiniotwórczej prasie. Warto pamiętać, że ruchami wiejskimi kierują głównie kobiety i to one są motorem zmian obywatelskich na wsi, więc jeśli więcej kobiet włączy się w ruchy miejskie, to jest szansa na realną zmianę. W relacjach ze sztabów wyborczych pojawiali się głównie mężczyźni, wybory komentowali tylko mężczyźni itd.

Pojawiają się też pytania, czy możliwe jest utworzenie ogólnopolskiej partii miejskiej, która mogłaby wystartować w przyszłorocznych wyborach. IV Kongres Ruchów Miejskich być może przyniesie odpowiedź na te pytania, o ile wciąż będą chętni, żeby je zadać. Największa trudność w takim zadaniu dotyczy przełamywania „wąskich interesów” – klasy społecznej, miasta, dzielnicy. Zarzut, że RM są partią „młodych, bezdzietnych, jeżdżących na rowerze aktywistów” jest złośliwy, ale i jest w nim ziarno prawdy, bo w programach nie zawsze są uwzględniane interesy wszystkich użytkowników miasta. Nie widać seniorów, nie widać rodzin z dziećmi – nawet jeśli one są (a przecież są) zaangażowane w działalność RM, to nie są na pierwszym planie i to jest z pewnością błąd, bo powinniśmy pokazywać, ze sfera polityki jest dostępna dla każdego, nie tylko dla zawodowych aktywistów i społeczników. Jeśli przyłącz się nie tylko kobiety ale i „siwiejący wkurzeni mieszczanie” to RM staną się jeszcze poważniejszą siłą społeczną. I jeśli partie rządzące będą widziały w tym realne zagrożenie, to będą próbowały różnych strategii: kooptacji, kopiowania programów ruchów miejskich, czy nawet wcielania niektórych postulatów (tak!) itd. To zresztą już się działo podczas kampanii samorządowej.

A co lokalnie, co dalej z Wygrajmy Szczecin? Myśmy wystartowali – jako grupa – tak naprawdę od punktu zero, do tej pory działaliśmy i zajmowaliśmy się sprawami miejskimi w większości niezależnie od siebie. Dlatego też nasza strategia od początku miała trajektorię: od komitetu wyborczego do ruchu społecznego. Start w wyborach to była dla nas okazja do poznania się, wspólnej pracy, krystalizacji rozrzuconych wcześniej poglądów. Do zdobycia rozgłosu i poszerzania poparcia.

Pierwszy moment spontanicznej aktywności już za nami i teraz trzeba się zastanowić, czy instytucjonalizujemy nasze zaangażowanie? Czy dalej jesteśmy nieformalną grupą i opieramy się o pozastrukturalne aktywności? Niewiadomych jest zresztą więcej, i w najbliższych tygodniach będziemy nad tym pracować. Na przykład – jak długo uda się pogodzić odmienne poglądy członków ruchu? Są u nas i konserwatyści i zwolennicy obrony praw zwierząt, ekolodzy i skłaniający się ku radykalnej wolności gospodarczej. Łączy nas postulat obywatelskości/kontroli władzy w mieście i chęć odzyskiwania miasta zawłaszczonego przez partie i grupy interesu. Mamy nadzieję, że to będzie ważniejsze, niż istniejące różnice w sprawach pozamiejskich.
Zresztą szukanie porozumień jest chyba jedyną opcją dla RM – już po zarejestrowaniu naszego komitetu okazało się, że startują jeszcze (choć nie zawsze z listami zarejestrowanymi w skali całego miasta) trzy obywatelskie komitety. Wydaje się, że organizowanie lokalnych kongresów ruchów miejskich na pół roku przed wyborami, byłoby dobrym pomysłem na szukanie koalicji – byłaby okazja, żeby zbadać, kto planuje start, kto ma podobne poglądy. Tak czy siak, niezależnie od wyniku, wchodzimy w kolejny etap pracy.

11 listopada, dryfujący w stronę „święta naszych chłopców”, wyczuwalnej w tej części świata ekscytacji sprzętem wojskowym, mundurem, wybuchami. A zatem seria zdjęć zbombardowanych miast, moje nieznaczące w wielu skalach upomnienie się o cywilów, pamięć ofiar, zniszczone dziedzictwo przeszłości.

WAR & CONFLICT BOOKERA:  KOREAN WAR/DEATH & DESTRUCTION

Rotterdam zrównany z ziemią po niemieckich bombardowaniach, 1940, >>>

D-Day Landings, France.PICTURE SHOWS- GV Caen on the Normandy c

Caen zbombardowane przez aliantów, 1944 >>>

vuXLs6s

Grozny, Czeczenia, miasto zbombardowane przez Rosjan, 1994 >>>

tumblr_n9poj36ruy1ss9dfho1_1280

Damaszek, Syria 2012 >>>

IMG_3960

Stare miasto, Cesky Krumlov (2014), fot. własne

IMG_4331

„Kobieta francuska XVIII stulecia stworzyła salon, który stał się wzorem dla całego świata cywilizowanego (…). Duch czasu, przepojony materyałem palnym, błyskający jaksrawemi błyskawicami nowych idei, śmiałych teoryj, wywrotowych doktryn, wypłoszył rychło z salonu banalną, jałową kowersacyę, otworzył go na rozcierz dla żywszego, gorętszego, barwniejszego słowa”, Teodor Jeske-Choiński, Psychologia rewolucji francuskiej, Warszawa 1906, s. 132

salon2

salon

Mimo, że nie zgadzam się z całą diagnozą (np. wątek o uśpieniu protestów w mieście neolliberalnym, myślę że protest pojawia się prędzej czy później nawet w socjalnym mieście emerytów), to i tak warto obejrzeć, w kategorii mini wykład o maxi sprawach. Więcej filmów na stronie programu cities@manchester

IMG_4325„Nowe osiedla zwłaszcza mają niezróżnicowane formy, niespójne przestrzenie oraz mimo możliwości technologicznych są przygnębiająco monotonne. Niemal całkowicie zniknęły miejsca kontaktu między rzeczywistym światem domu a publicznym życiem osiedla czy miasta.”

S. Nurek, Waloryzacja przestrzeni osiedli mieszkaniowych, Katowice 1982, s. 133. (fot. własne, Szczecin al. Wojska Polskiego)

IMG_4330

Człowiek-statua pomalowany na złoto, Cesky Krumlov (2014), fot. własne

IMG_4469

Przeprawa promowa w Ystad (2014), fot. własne

Zgodnie z tradycją chrześcijańską przechowywana w katedrze św. Piotra w Trewirze tunika jest tą samą tkaną szatą, o którą żołnierze rzucili los po ukrzyżowaniu Chrystusa (J, 19-24). Sceptyczny umysł odnajduje kilka konkurencyjnych tradycji, wskazujących na inne miejsca przechowywania świętej szaty Chrystusa: Argenteuil (Francja), czy Sweti Cchoweli (w mieście Mccheta, Gruzja). Jak czytamy na ulotce dostępnej w katedrze, żadne badania nie mogą potwierdzić autentyczności tuniki. Niemalże wprost powiedziane jest, że świętość relikwii istnieje w spojrzeniu i w myśli wierzącego. Projekt prezbiterium, sposób wyeksponowania umieszczonej tam sukni, stulecia powtarzanych rytuałów, a przede wszystkim odległość wiernych od relikwii są wyrazem świętości, wobec której nawet sceptyczny umysł raczej nie przechodzi obojętnie. Świętość miejsca jest nie tylko w myślach wierzącego, jest także w historii praktyk, w planie przestrzeni i dystansie, jaki dzieli nas od sacrum.

O miejscach świętych w politycznych praktykach, o desakralizacji i resakralizacji, o religijnym i niereligijnym sacrum w miastach Polski i Niemiec rozmawialiśmy wczoraj w Trewirze, podczas niemieckiego kongresu DGS w Trewirze. Mamy nadzieję, że z tekstów tam wygłoszonych powstanie książka.

IMG_2218 IMG_2211

IMG_2188

IMG_4366

Poranna dostawa pieczywa do kawiarni. Trewir (2014), fot. własne

To jasne, że bezpartyjni tak samo jak partyjni mogą być głupi, obłudni i szkodliwi. Bezpartyjność nie gwarantuje kompetencji, uczciwości, zaangażowania, to wiem. Ale partyjność też tego nie gwarantuje. Ale bezpartyjni są czasem tak naprawdę członkami partii interesów, nawet jeśli nie jest ona nigdzie zarejestrowana. Zawsze powtarzam, że partia to nie konkretna formacja, ale stan umysłu w którym a) przynależność do jakiejś organizacji wiąże się z nieuzFile:1912How They're Acting.jpgasadnionymi przewagami nad resztą obywateli, b) poczucie siły wynikającej z tej przynależności zmienia ego/moralność na gorsze I nie ma znaczenia, czy mówimy o PZPR, PO czy PiS, chodzi raczej o to, ze dowolna organizacja może stać się partią w sensie opisanym wyżej.

Partia nie jest jedyną strukturą, która sprzyja budowaniu szkodzących grup interesu. No jasne, że nie, tak samo podatne są na to kręgi znajomych (np. wywodzące się z jednego środowiska intelektualnego czy formacyjnego), organizacje pozarządowe, itd. itp. Przegięcie partii na szczeblu lokalnym (wiem, nie wszędzie, nie zawsze) w Polsce sprawia jednak, że już gra toczy się zupełnie poza „zwykłymi” wyborcami. Głosują przecież członkowie partii i wyciągający z niej rozmaite korzyści, więc prowadzi się kampanie w zasadzie dla przyzwoitości. Tak jak mówiłem w PR Szczecin przy ostatnich wyborach lokalnych, to jest gra, w której ja jestem politykom do niczego niepotrzebny. I to jest m. in. powód, dla którego do rad miasta startują społecznicy, deklarujący się jako bezpartyjni.

Ciekawe czy wyborcy się jeszcze w tym orientują, bo przecież w Szczecinie są co najmniej trzy komitety bezpartyjnych, w innych miastach jest pewnie podobnie. I w tych lokalnych przykładach bezpartyjność i obywatelskość jest wykorzystywana jako etykietka marketingowa, tak samo dzieje się przecież z „niezależnością”, „zaangażowaniem” itd. Ale zakładamy (mam nadzieję że nie naiwnie), że ruchy miejskie i ich bezpartyjność to jest wyraz właśnie szerszego: zniechęcenia, zniesmaczenia, niechęci do brania udziału w kolesiostwie itd. Tego wszyscy się uczymy, ale kandydowanie to jest utopijny marsz przez instytucje. Wolno chyba mieć takie marzenie?

SM0_2-16407

Smok jako reklama, Nowy Jork 1942, Archiwum NAC, syg. 2-16407

Mój komentarz do tekstu Adama Zadwornego o bezpartyjnych kandydatach, zamieszczony w GW Szczecin:

Adam Zadworny celnie wskazuje, że bezpartyjność stała się modnym hasłem tegorocznych wyborów lokalnych. Szczególnie widać to w dużych miastach, gdzie rządzący nie tylko występują pod szyldami bezpartyjnych (lub wciągają takich kandydatów na listy), ale też przejmują od bezpartyjnych ruchów społecznych dobre pomysły, hasła i sposoby komunikacji z wyborcami. Mamy do czynienia z prawdziwą inflacją bezpartyjności, ale za to obywatelskości, czyli włączania mieszkańców w politykę, ciągle jest niewiele. Dlatego w całej Polsce do gry wkroczyły komitety ruchów miejskich, sprzeciwiające się chaosowi miejskich inwestycji, oderwaniu polityków lokalnych od spraw zwykłych obywateli.

Spotykamy się czasami z takim zarzutem, że społecznicy rwą się do władzy, że chcą stanowisk… To dobrze pokazuje, że ciągle myśli się o radzie miasta jako o miejscu, w którym rozdaje się miejsca pracy, dzięki któremu partie polityczne i grupy interesu mogą rozdzielać wpływy. Ruchów miejskich taka strategia w ogóle nie interesuje i chyba to jeszcze ciągle trudno zrozumieć niektórym wyborcom. W całej tej historii z ruchami miejskimi chodzi przede wszystkim o to, żeby robić politykę lokalną na własnych zasadach, nawet jeśli to oznacza niewielkie szanse w wyborach. Komitet Wygrajmy Szczecin, w którego prace się włączyłem, wykonuje właśnie taką nieco straceńczą misję. Nawet jeśli nasze konferencje wyglądają nieprofesjonalnie a nasze poruszanie się po świecie mediów jest nieco nieporadne, to jest to dla nas wszystkich bardzo lekcja, robienia czegoś wspólnie, poza istniejącymi siłami politycznymi, poza istniejącymi układami. I muszę powiedzieć, że wspólna obywatelska praca od podstaw z innymi jest czymś wspaniałym.

Zaczynamy od komitetu wyborczego i – nawet jeśli nasz start w wyborach do rady miasta zakończy się porażką – będziemy dalej budować środowisko osób myślących o mieście podobnie jak my. O mieście, w którym sprawy dzielnic i wspólnot lokalnych są równie ważne jak spektakularne miejskie inwestycje. W którym aktywność obywatelska a nawet protest nie będą grą polityczną, ale autentyczną pracą dla mieszkańców. Mamy nadzieję, że będziemy dobrym przykładem zaangażowania dla innych, niezadowolonych ze sposobu uprawiania lokalnej polityki w Szczecinie. I wszyscy na tym wygramy.

IMG_1943

MAR 971 50

Braliśmy udział w ogólnopolskiej akcji ZIELONA OAZA PARKuj z nami. Więcej miejsc do siedzenia, więcej zieleni w miastach!