You are currently browsing the tag archive for the ‘rewitalizacja’ tag.

Ostatnia wizyta Pilzneńskiej delegacji to oczywista podróż wspomnieniami do praskich podróży z ubiegłego wieku (uwielbiam jak zdanie otwarcia brzmi jak z taniej powieści). Pierwsze zdjęcie sprzed bramy Squatu Ladronka (proszę obejrzeć jego wersję sprzed gentryfikacji i po zamianie na centrum fitness. aż się nie chce komentować), samowyzwalacz, (w posiadanym oryginale w domowym archiwum jakość oczywiście lepsza, celowo dałem takie niejasne, siedzę drugi od prawej, jeśliby ktoś pytał, mieszkaliśmy też w środku, rok wcześniej nawet przez tydzień), autora Kamil B, rok – 1997?. Drugie to znaleziona w sieci (tutaj) dokumentacja muralu („bramalu”) pokazująca skalę szczegółów i kolor, którego na zdjęciu zabrakło.

Pierwszy raz o studentyfikacji opowiadała mi Patrycja Bielawska-Roepke (pozdrowienia!), w kontekście Drezna, gdzie jedna z gorszych dzielnic zmieniła swoje oblicze (na pewno na bardziej kolorowe), kiedy udało się ją uczynić miejscem zamieszkania studentów. Ostatnio w Polsce słychać było o przemianach na krakowskim Pogórzu, czy wcześniej Kazimierzu, który zmienił się dzięki obecności studentów (nawet jeśli tylko w celach imprezowych). Studenci „lubią” pomieszkiwać w gorszych dzielnicach, gdzie czynsz jest tańszy – było już zresztą o tym u klasyków z Chicago (w opisie strefy przejściowej, gdzie jak pamiętamy współzamieszkują robotnicy, podejrzane typki, migrancki margines i studenci właśnie). Co studentyfikacja jest alternatywą dla ponurego schematu gentryfikacji, w którym „biedni i ładniejsi” wypierają „biedniejszych i brzydszych”?

Najprościej rzecz ujmując studentyfikacja to dająca się uchwycić w miarach ilościowych koncentracja osób studiujących w przestrzeni miasta (także w akademikach). Ale rzecz nie tylko w kategoriach ilościowych, ile w obecności studentów w przestrzeni kulturalnej (ale nie tylko w Juwenalia). Zauważalne „promieniowanie” kreatywności studentów nie jest czymś co łatwo zmierzyć, ale z całą pewnością istnieją widzialne przejawy kultury studenckiej, które mogą być wskaźnikiem studentyfikacji. Zainteresowanych odnową miast, szczególnie ciekawi, czy obecność  studentów w jakiejś części miasta może wspierać procesy rewitalizacji? Zanim jednak nasz zachwyt nad studentyfikacją wyprzedzi zdrowy rozsądek, warto wskazać na najistotniejsze wątpliwości:

– czy rzeczywiście istnieje dzisiaj w Polsce „kultura studencka” na tyle różna od kultury popularnej, by stanowić nową, zauważalną w przestrzeni jakość? Czy studenci są zainteresowani przemianą przestrzeni wokół siebie? Czy w ogóle są obecni w przestrzeni publicznej, czy może raczej „zamykają się” w sferze prywatnej?

I wreszcie Szczecin, który jest dobrym przykładem dla sceptyków wątpiących w studentyfikację, z wielu powodów: przestrzennego rozproszenia uczelni i kampusów (czy w ogólne istnieją?), krótkiej tradycji akademickiej, tajemniczej niewidzialności studentów itd.

Dla zainteresowanych tematem króciutki artykuł o studentyfikacji tutaj i dłuższy tutaj

Dla tych, którzy jeszcze nie znają – Jak przetworzyć Miejsce. Podręcznik kreowania udanych przestrzeni publicznych (firmowany w oryginale przez Project for Public Spaces), wydany przez Międzynarodowe Centrum Kształcenia Politechniki Krakowskiej i Fundację Partnerstwo dla Środowiska – do ściągnięcia ze strony wydawcy: tutaj

Mamy już w Szczecinie LPR – Lokalny Program Rewitalizacji. To paradoksalnie jedna z gorszych wiadomości które mogły do nas dotrzeć z Urzędu Miasta. Nie chodzi nawet o to, że nie zaproszono do prac nad tym dokumentem szerokiego grona specjalistów. Chodzi o to, że nie zaproszono mieszkańców. Oto znamienny fragment odnoszący się do listy uczestników konsultacji społecznych:

„W ramach konsultacji społecznych w czasie opracowywania LPR odbywały się spotkania robocze, w których uczestniczyli przedstawiciele podmiotów zaangażowanych w proces rewitalizacji miasta, tj.: przedstawiciele Urzędu Miasta Szczecin, przedstawiciele Szczecińskiego TBS, Szczecińskiego Centrum Renowacyjnego, TBS „Prawobrzeże”, Komendy Miejskiej Policji, rad osiedli, specjaliści zajmujący się wdrażaniem inicjatywy JESSICA. Podczas spotkań dyskutowano na temat kierunków i zakresu koniecznych działań oraz warunków ich realizacji.” A mieszkańcy??? Taki program MUSI, z definicji, powstawać w dialogu z ludźmi, inaczej to zawracanie głowy.

No i wreszcie kwestia podstawowa: analizy problemów społecznych i propozycje ich naprawy: projekty ze sfery społecznej – z niektórymi wyjątkami, takimi jak projekt rewitalizacji przez kulturę (ESK 2016, ale którego niestety nie będzie…), obywatelski projekt Zielone Podwórka –  ograniczają się do remontu i rozbudowy budynków (!). A już najzabawniejszy jest pomysł rozwiązywania problemów społecznych przez instrumenty już istniejące (czyli np. „Rewitalizacja społeczna w obszarze centrum w ramach Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych”).

Wiem, że z różnych względów taki dokument musiał powstać, ale boję się że to koniec dyskusji nad rewitalizacją w Szczecinie. Mówiąc inaczej, LPR to zmarnowana szansa na poprawę sytuacji Śródmieścia, na walkę z problemami społecznymi miasta. Jaki jest sens rewitalizacji bez programu społecznego, to jest takiego, który tworzą mieszkańcy i którego celem jest sfera społeczna?