You are currently browsing the tag archive for the ‘ruchy miejskie’ tag.

indeks

Już niebawem kolejny Kongres Ruchów Miejskich, tym razem bogatszych o wiedzę i doświadczenia z wyborów lokalnych. Do 9 sierpnia trwa rejestracja zgłoszeń (zewnętrznych) do udziału w IV KRM (18 – 20 września 2015 r.). Gospodarzem forum, z oczywistych powodów, jest Gorzów Wielkopolski.

Reklamy

angrylucydecalJuż się zaczęły pierwsze bilanse obecności ruchów miejskich w wyborach samorządowych, dokładam się do tych bilansów i ja, tym razem w planie trochę szerszym, w oderwaniu od tego, co w Szczecinie. Na pewno pojęcie ruchu miejskiego (RM) zrobiło sporą karierę, co spowodowało rzecz jasna dalsze rozmywanie pojęcia, z którym już i tak było sporo kłopotów definicyjnych. Teraz jednak RM stał się w publicystyce i „języku naturalnym” szyldem, który opisuje już nie tylko obywatelskie zaangażowanie, ale też inicjatywy wyborcze, niby-bezpartyjne ugrupowania, a nawet wszelkie przygruntowe aktywności, byle by były ukierunkowane na miasto. Już tylko czekam, aż narodowcy, gwardie strzeleckie, środowiska patriotyczne, lokalni przeciwnicy in vitro zaczną mówić o sobie jako o ruchach miejskich… Ale czy rzeczywiście nie mają do tego prawa? Czy szyld RM ma być zastrzeżony tylko dla inkluzywizmu, a ci, którzy domagają się wykluczania i ograniczania praw innych, powinni być opisywani jakoś inaczej? Ale czy „lobby rowerowe” tak chętnie utożsamiane z RM nie domaga się ograniczania praw auciarzy?Takich dylematów pewnie nie mają miejscy aktywiści, którzy nie tyle dopisali się do RM w ostatnim czasie, ale współtworzyli te ruchy i działali od wielu lat. Im szyldy nie są do niczego potrzebne.

Pytanie ciekawsze dotyczy jednak tych, którzy pojawili się pod hasłem RM niedawno, zrobili pierwszy krok w samorządowej polityce, spróbowali sił i przegrali. Słynne „co robić?” w tym wypadku jest jak najbardziej na miejscu, tym bardziej że przed nami druga tura wyborów prezydenckich i wielu wypadkach trzeba opowiedzieć się za nieswoim kandydatami. Bo przecież udział w wyborach wziąć trzeba, jeśli się tak bardzo wszystkich do tego namawia. Bo trzeba nagle być pragmatycznym i nie można pozwolić sobie na gesty artystyczne czy absencję. Bo polityka to nie zabawa, to nie przedszkole – takie argumenty padają w dyskusjach internetowych, właśnie w odpowiedzi na pytanie „co dalej?”. Już jest po romantyzmie, wspólnym zrywie, spontaniczności, teraz już tylko realna polityka? Nie za bardzo to do mnie trafia, bo jednak rys anty-systemowy, projekt nowego udziału w polityce, nowych zasad debaty, nowych standardów itd. przyciąga mnie (i nie tylko mnie) do ruchów miejskich bardziej, niż szanse na bycie atrakcyjnym dodatkiem do elit władzy. To wszystko dokłada się do rozczarowania i do odczarowania ruchów miejskich, które chwilowo chyba nie są tak bardzo glamour, jak 3 tygodnie temu.

Kilka rzeczy jednak na pewno się udało. To co już teraz da się powiedzieć o zaistnieniu w wyborach samorządowych, to poprawa wizerunku lokalnych aktywistów i przejmowanie niektórych postulatów przez „wielkie psy”, wielkich graczy. Co więcej, nawet społecznicy stają się zasobem do wykorzystania także na listach partyjnych albo niby-bezpartyjnych. Nie tylko ocieplają wizerunek, ale stwarzają wrażenie pełnej demokratyczności, otwartości na współrządzenie…

two-facedNarzekaliśmy na odwrót mieszkańców od polityki, od zainteresowania sprawami publicznymi, i w wielu przypadkach ruchy miejskie były próbą zatrzymania tego odwrotu (spieprzoną w sporej części przez zamieszanie związane z liczeniem głosów, organizacją wyborów). I wygląda na to, że RM mogą okazać się w większym stopniu akademią obywatelskiego zaangażowania niż narzędziem zmiany lokalnej polityki. Jeśli celem jest poprawa miast i demokracji, to wszystko jest w porządku, ale jeśli dla kogoś celem było zdobycie władzy, „dostanie się”? Niektórym to się udało” i wśród tych, którzy z pomocą trampoliny RM dostali się do rad, mogą być przecież i ci, którzy za pół roku (wcześniej? Nigdy?) okażą się być zupełnie daleko od programów politycznych, pod którymi się podpisywali. Taki monitoring kandydatów z poparciem Porozumienia Ruchów Miejskich będzie z pewnością potrzebny. Jeśli przyłożyć cyniczny szablon i traktować ruchy miejskie jako sposób na zdobycie władzy/kariery, niemożliwej do zrealizowania w zabetonowanym lokalnym układzie społecznym (niekoniecznie politycznym, bo miejska polityka to częściej środowiska, kręgi, sieci niż partyjne struktury i hierarchiczne organizacje), to może okazać się, że pod dobrym szyldem u władzy znaleźli się niekoniecznie dobrzy zawodnicy.

IMG_4588Jeszcze jesteśmy przed oficjalnymi wynikami. Nie wiemy jak nasz komitet wypadł w wyborach? Jak powiodło się obywatelskim komitetom w różnych miastach Polski? Wszyscy pytamy „co dalej?” i dotyczy to zarówno tego, co będzie się działo z nami jak i tego, co będzie się działo z ruchem miejskim w skali całego kraju i w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych. Jutro/pojutrze się okaże, czy „stara” ordynacja wyborcza w dużych miastach (na prawach powiatu) była bezlitosna i czy przekroczenie progu wyborczego dało małym ugrupowaniom jakiekolwiek miejsca w radzie miejskiej.

Ruchy miejskie (RM), mimo znanych wyjątków, miały generalnie dobrą prasę w końcówce kampanii. Osobom do tej pory nie interesującym się polityką pokazywało to, że istnieje alternatywa i dotyczy nie tylko miast, ale jest (?) nowym obywatelskim przebudzeniem. Chociaż sporo ekspertów wypowiadało się na ten temat miejskich aktywistów, to rzadziej zauważano, że to co się dzieje w miastach jest zaledwie namiastką zaangażowania mieszkańców wsi – „niewidocznych” w opiniotwórczej prasie. Warto pamiętać, że ruchami wiejskimi kierują głównie kobiety i to one są motorem zmian obywatelskich na wsi, więc jeśli więcej kobiet włączy się w ruchy miejskie, to jest szansa na realną zmianę. W relacjach ze sztabów wyborczych pojawiali się głównie mężczyźni, wybory komentowali tylko mężczyźni itd.

Pojawiają się też pytania, czy możliwe jest utworzenie ogólnopolskiej partii miejskiej, która mogłaby wystartować w przyszłorocznych wyborach. IV Kongres Ruchów Miejskich być może przyniesie odpowiedź na te pytania, o ile wciąż będą chętni, żeby je zadać. Największa trudność w takim zadaniu dotyczy przełamywania „wąskich interesów” – klasy społecznej, miasta, dzielnicy. Zarzut, że RM są partią „młodych, bezdzietnych, jeżdżących na rowerze aktywistów” jest złośliwy, ale i jest w nim ziarno prawdy, bo w programach nie zawsze są uwzględniane interesy wszystkich użytkowników miasta. Nie widać seniorów, nie widać rodzin z dziećmi – nawet jeśli one są (a przecież są) zaangażowane w działalność RM, to nie są na pierwszym planie i to jest z pewnością błąd, bo powinniśmy pokazywać, ze sfera polityki jest dostępna dla każdego, nie tylko dla zawodowych aktywistów i społeczników. Jeśli przyłącz się nie tylko kobiety ale i „siwiejący wkurzeni mieszczanie” to RM staną się jeszcze poważniejszą siłą społeczną. I jeśli partie rządzące będą widziały w tym realne zagrożenie, to będą próbowały różnych strategii: kooptacji, kopiowania programów ruchów miejskich, czy nawet wcielania niektórych postulatów (tak!) itd. To zresztą już się działo podczas kampanii samorządowej.

A co lokalnie, co dalej z Wygrajmy Szczecin? Myśmy wystartowali – jako grupa – tak naprawdę od punktu zero, do tej pory działaliśmy i zajmowaliśmy się sprawami miejskimi w większości niezależnie od siebie. Dlatego też nasza strategia od początku miała trajektorię: od komitetu wyborczego do ruchu społecznego. Start w wyborach to była dla nas okazja do poznania się, wspólnej pracy, krystalizacji rozrzuconych wcześniej poglądów. Do zdobycia rozgłosu i poszerzania poparcia.

Pierwszy moment spontanicznej aktywności już za nami i teraz trzeba się zastanowić, czy instytucjonalizujemy nasze zaangażowanie? Czy dalej jesteśmy nieformalną grupą i opieramy się o pozastrukturalne aktywności? Niewiadomych jest zresztą więcej, i w najbliższych tygodniach będziemy nad tym pracować. Na przykład – jak długo uda się pogodzić odmienne poglądy członków ruchu? Są u nas i konserwatyści i zwolennicy obrony praw zwierząt, ekolodzy i skłaniający się ku radykalnej wolności gospodarczej. Łączy nas postulat obywatelskości/kontroli władzy w mieście i chęć odzyskiwania miasta zawłaszczonego przez partie i grupy interesu. Mamy nadzieję, że to będzie ważniejsze, niż istniejące różnice w sprawach pozamiejskich.
Zresztą szukanie porozumień jest chyba jedyną opcją dla RM – już po zarejestrowaniu naszego komitetu okazało się, że startują jeszcze (choć nie zawsze z listami zarejestrowanymi w skali całego miasta) trzy obywatelskie komitety. Wydaje się, że organizowanie lokalnych kongresów ruchów miejskich na pół roku przed wyborami, byłoby dobrym pomysłem na szukanie koalicji – byłaby okazja, żeby zbadać, kto planuje start, kto ma podobne poglądy. Tak czy siak, niezależnie od wyniku, wchodzimy w kolejny etap pracy.

Mój komentarz do tekstu Adama Zadwornego o bezpartyjnych kandydatach, zamieszczony w GW Szczecin:

Adam Zadworny celnie wskazuje, że bezpartyjność stała się modnym hasłem tegorocznych wyborów lokalnych. Szczególnie widać to w dużych miastach, gdzie rządzący nie tylko występują pod szyldami bezpartyjnych (lub wciągają takich kandydatów na listy), ale też przejmują od bezpartyjnych ruchów społecznych dobre pomysły, hasła i sposoby komunikacji z wyborcami. Mamy do czynienia z prawdziwą inflacją bezpartyjności, ale za to obywatelskości, czyli włączania mieszkańców w politykę, ciągle jest niewiele. Dlatego w całej Polsce do gry wkroczyły komitety ruchów miejskich, sprzeciwiające się chaosowi miejskich inwestycji, oderwaniu polityków lokalnych od spraw zwykłych obywateli.

Spotykamy się czasami z takim zarzutem, że społecznicy rwą się do władzy, że chcą stanowisk… To dobrze pokazuje, że ciągle myśli się o radzie miasta jako o miejscu, w którym rozdaje się miejsca pracy, dzięki któremu partie polityczne i grupy interesu mogą rozdzielać wpływy. Ruchów miejskich taka strategia w ogóle nie interesuje i chyba to jeszcze ciągle trudno zrozumieć niektórym wyborcom. W całej tej historii z ruchami miejskimi chodzi przede wszystkim o to, żeby robić politykę lokalną na własnych zasadach, nawet jeśli to oznacza niewielkie szanse w wyborach. Komitet Wygrajmy Szczecin, w którego prace się włączyłem, wykonuje właśnie taką nieco straceńczą misję. Nawet jeśli nasze konferencje wyglądają nieprofesjonalnie a nasze poruszanie się po świecie mediów jest nieco nieporadne, to jest to dla nas wszystkich bardzo lekcja, robienia czegoś wspólnie, poza istniejącymi siłami politycznymi, poza istniejącymi układami. I muszę powiedzieć, że wspólna obywatelska praca od podstaw z innymi jest czymś wspaniałym.

Zaczynamy od komitetu wyborczego i – nawet jeśli nasz start w wyborach do rady miasta zakończy się porażką – będziemy dalej budować środowisko osób myślących o mieście podobnie jak my. O mieście, w którym sprawy dzielnic i wspólnot lokalnych są równie ważne jak spektakularne miejskie inwestycje. W którym aktywność obywatelska a nawet protest nie będą grą polityczną, ale autentyczną pracą dla mieszkańców. Mamy nadzieję, że będziemy dobrym przykładem zaangażowania dla innych, niezadowolonych ze sposobu uprawiania lokalnej polityki w Szczecinie. I wszyscy na tym wygramy.

IMG_1943